Dalsze losy Marcina Borowicza.

Dalszy ciąg losów bohatera dzieła Stefana Żeromskiego,
Pt. „Syzyfowe prace”, Marcina Borowicza…

(…)
Od tej pory Marcin musiał zacząć nowe życie. Pogodzić się z rzeczywistością i iść dalej przed siebie, aby osiągnąć swój upragniony sukces. Choć był on wielce przygnębiony i podłamany z powodu odejścia „Biruty” to w skrywanych swych myślach żywił głęboką nadzieję, że jego kochanej będzie się teraz lepiej wiodło, a w niedalekiej przyszłości, kiedy on będzie miał większe możliwości odnajdzie ją i wtedy już zawsze będą razem. Ale tym czasem musi wziąć się w garść i ciężko pracować, aby skończyć studia, pomóc ojcu i ułożyć sobie życie.
Borowicz był młodzieńcem ambitnym i upartym, dlatego też w niedługim czasie rozpoczął dalsze swe kształcenie jak planował na Uniwersytecie Warszawskim. Początkowo bardzo przykładał się do nauki, dopóki jeszcze miał, jakie takie pieniądze, a co za tym idzie mógł się praktycznie do reszty pochłonić zdobywaniu wiedzy.
Marcin działał także w organizacji patriotycznej o nazwie „KOTWICA”, która promowała kulturę polską. Jednak nie był jej wybitnym członkiem, gdyż nie chciał poprzez robienie rzeczy zakazanych przez władze rosyjskie narazić się im i narobić sobie kłopotów na uczelni.
Cięższe czasy jednak przyszły, gdy zaczęło brakować funduszy, a i ojciec Marcinka coraz gorzej się czuł. Od tej pory młodzieniec, aby ukończyć studia (a zostały mu jeszcze dwa lata nauki) musiał nająć się do pracy, ażeby mieć pieniądze na swoje i ojca zarazem częściowe utrzymanie Z początku Borowicz chwytał się prawie każdej nawet najcięższej roboty. Szczególnie przyjazne były mu prace przy przenoszeniu wszelakich towarów (najlepiej spożywczych, bo prócz marnej zapłaty dostawał parę bochenków chleba, kostek masła, albo też mięso czy kiełbasę, dzięki czemu w życiu codziennym chłopak zaoszczędzał na tych produktach). Po pewnym czasie jednak, gdy pieniędzy było coraz mniej, a potrzeby coraz to większe postanowił Marcin, ponieważ był na studiach doktorskich i ostatni rok nauki już zaczynał zatrudnić się w jednym z miejskich szpitali, jako pomocnik lekarza oczywiście, bo sam nie miał jeszcze należytych uprawnień, ani doświadczenia do pełnienia funkcji wyższej.
Czas szybko minął i nastąpił czas ukończenia szkoły. Młody Borowicz pomimo wielu przeszkód (przede wszystkim natury finansowej) ukończył studia z wyróżnieniem i otrzymał „bilet do przyszłości”, którym był upragniony tytuł doktorski. W dodatku szczęśliwie ułożyło się tak, że lecznica, w której dotychczas za godziwą odpłatnością pracował, ofiarowała mu posadę lekarza chirurgii. Nawet jego działalność w „KOTWICY” kwitła, szczególnie teraz, kiedy miał już większą władzę. Ale niestety nic nie trwa wiecznie… i także okres błogiej pomyślności wreszcie musiał się skończyć. Tego lata tuż po żniwach stary Pan Borowicz był już na wykończeniu zdrowotnym. Marcin z żalem opuścić musiał Warszawę, pozostawiając w niej swą „świetlaną przyszłość” i udał się do Gawronek, aby w ostatnich chwilach życia ojca być razem z nim.
Pan Borowicz zmarł końcem września. Na jego pogrzeb zeszły się tłumy mieszkańców okolicznych wiosek, gdyż był on człowiekiem mądrym i dobrym, zasłużonym dla kraju i obdarzonym ogromnym szacunkiem.
Powołaniem Borowicza jednak nie była praca na roli, jaką pozostawił mu ojciec, ale pomaganie ludziom, w szczególności swoim rodakom, w dążeniu do odzyskania niepodległości ojczyzny za wszelką cenę, nawet przelewając krew nieprzyjaciela jak i swoją. Sprzedał, więc Marcinek swoją marna posiadłość i ruszył w świat daleki pełnić swą powinność. Bywał w różnych miejscach, spotykał różnych ludzi, bywał w różnych czasem dziwacznych sytuacjach, ale zawsze wśród ludzi, szczególnie wiejskich spotykał się z życzliwością. I choć nieraz poświęcając się dla społeczeństwa cierpiał głód i niedole był szczęśliwy, że robi to co kocha, pomaga ludziom.
Pewnego razu przywędrował do wioski w głębi Rosji, gdzie mieścił się szpital polowy opatrujący walczących o wolność i swoje przekonania Rosjan. Choć szczerze nienawidził tegoż narodu i żywił do niego niejaką urazę, był lekarzem i miał obowiązek pomagać każdemu człowiekowi. Tak też postanowił zrobić. I gdy zobaczył ilu rannych leży pod ogromnym namiotem zakasał rękawy i wziął się do roboty. Pracy było dużo, ale szła dość żwawo, bo na szczęście większość była tylko dosyć poobijana, a cięższe przypadki były sporadyczne. Nagle z odległości jakiegoś kilometra dało się słyszeć strzały armatnie i okrzyki wojenne. Pielęgniarki ewakuowały poległych Rosjan w bardzo szybkim tempie. W tym motłochu zbliżającego się wojska, pomiędzy kilkudziesięcioma zapędzonymi sanitariuszkami Marcin ujrzał swojej niejako porzuconej i już po latach trochę zapomnianej, ale jednak nadal żywej miłości „Biruty”. Była jedną z pielęgniarek próbujących ratować ludzkie życie. W pierwszej chwili nie mógł uwierzyć własnym oczom, ale po chwili powoli zaczął zbliżać się do niej. Będąc tuż za nią uchwycił ją mocno za ramiona i gdy ona powoli odwróciła się popatrzyli sobie w oczy tak głęboko i namiętnie jak nigdy przedtem, pojawiły się w nich słodkie łzy radości. Żadne z nich jednak nie mogło wydusić z siebie, ani słowa. Rzucili się sobie w ramiona i tak wtuleni po prostu byli szczęśliwi. Nie obchodziło ich już, to co się wokół nich działo. Cały świat przestał istnieć, byli tylko oni dwoje. Lecz jak już wcześniej wspomniano nic nie trwa wiecznie. Dlatego też w tej samej chwili, gdy zakochany po uszy Borowicz obdarzał swą kochaną gorącym pocałunkiem, niedaleko od nich z hukiem spadła kula armatnia i zwaliła ich z nóg. Padli na ziemię. Cali w krwi, umierający nadal trzymali się za ręce. Oboje zginęli na miejscu…
Smutnie, ale jak prawdziwie kończy się ta historia. Historia pojedynczej osoby, Marcina Borowicza, człowieka, który pomimo trudnej sytuacji państwowej dzięki pomocy rodaków, patriotów nauczył się być Polakiem prawdziwym i dobrym. Lekarzem i kochającym mężczyzną, który życie potrafił poświęcić dla ratowania ludzi i dla miłości, która na pozór przerwana śmiercią jej „nabywców” nie umrze, a trwała będzie wiecznie w naszej pamięci.

Dodaj swoją odpowiedź
Język polski

Dalsze losy Marcina Borowicza.

Dalszy ciąg losów bohatera dzieła Stefana Żeromskiego,
Pt. „Syzyfowe prace”, Marcina Borowicza…

(…)
Od tej pory Marcin musiał zacząć nowe życie. Pogodzić się z rzeczywistością i iść dalej przed siebie, aby osi...

Język polski

Dalsze losy Marcina Borowicza

Marcin bardzo długo zbierał się po stracie Anny, której nawet nie zdążył poznać. Bardzo często przesiadywał w miejscu, gdzie ona uczyła się do matury. Tygodnie mijały, a Borowicz cały czas myślał o Birucie. Tęsknotę umilały mu roz...

Język polski

Dalsze losy Marcina Borowicza

Marcin skończył już gimnazjum. Przeniósł się na czas wakacji do ojca, który był już bardzo chory. Chłopiec pomagał mu w prowadzeniu całego gospodarstwa. Stęsknił się za swoimi dawnymi kolegami, więc postanowił wyrwać się z domu na...

Język polski

"Syzyfowe prace" jako powieść o dorastaniu.

W powieści Stefana Żeromskiego pt. „Syzyfowe prace” spotykamy bohatera zbiorowego, którym jest młodzież polska żyjąca pod zaborem rosyjskim. Autor przedstawił w swym utworze młodych ludzi zmagających się nie tylko z własnymi problema...

Język polski

Stefan Żeromski.

Aby zobaczyć treść albumu proszę kliknąć na załącznik. Kieruję Cię tam ponieważ jest poprawnie rozmieszczony układ (teks, zdjęcia, rysunki itd.)
Życiorys

Kalendarium życia

Dzieła

Syzyfowe prace 1897