Przemówienie do rządu na temat dominującej roli firmy microsoft w Polsce

Drodzy Posłowe, Panie i Panowie!

Jak często na Sali, podczas obrad dotyczących informatyzacji kraju, mieliśmy okazję zauważyć niski stopień edukacji posłanek i posłów zasiadających w sejmie? Ile razy mogliśmy uśmiać się do łez lub opuścić ręce z bezsilności obserwując ludzką głupotę? Ile razy w końcu sami nie wiedzieliśmy, co powiedzieć i jak się do sprawy odnieść? Nikt nie jest bez winy, ale wiele było sytuacji, w których choćby przy odrobinie dobrej chęci mogliśmy pomóc państwu, aby stało pewniej w informatycznej Europie.

Z początku sprawa wydaje się prosta – informatyzacja kraju. Wielu z was pomyśli, po co robić tyle szumu wokół czegoś, co można upchnąć w jakiś kąt, aby powrócić do tego później. Co gorsza, wydaje mi się ,że problemem szczególnie zainteresowani są wyłącznie specjaliści branży Technologii Informacyjnej (IT), nie mający wiele do powiedzenia na sali sejmowej. Dlatego kierowany sumieniem i własnym przekonaniem muszę wystąpić i powiedzieć stanowcze „nie” dla praktyk stosowanych przez posłów w dzisiejszych czasach. Mam świadomość, że przeciętny słuchacz nie będzie miał pojęcia o powadze sytuacji, dlatego pozwolę sobie na przytoczenie kilku faktów będących dowodem na to, że informatyzacja naszego kraju nie tylko idzie w złym kierunku, ale również może zaważyć na poziomie gospodarczym i niezależności państwa.

Jako pierwszy przykład chciałbym podać Panią Hannę Kuzińską - Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Edukacji i Sportu. Jest to przypadek o tyle smutny, że oczywista głupota jest w tym przypadku dla większości „niewtajemniczonych” przekonywująca. Pani Kuzińska wraz ze swoim klubem proponuje (tu pozwolę sobie na cytat) „tłumaczenie oprogramowania z Microsoft na Linux”. Do tej chwili sprawa wydaje się, co najmniej śmieszna, lecz o zgrozo Pani Podsekretarz Stanu na tym nie poprzestaje. W dalszej części swojej przemowy twierdzi, że owo „tłumaczenie programu jest prostą sztuczką, prostym zabiegiem informatycznym”. Owo stwierdzenie jest przerażającym dowodem na wcześniej postawioną przeze mnie tezę o braku choćby podstawowej wiedzy odnośnie informatyki u osób, które tak naprawdę decydują o jej przyszłym losie w naszym kraju. Wracając do wypowiedzi Pani Hanny Kuzińskiej wiele nie zaryzykuję stwierdzając, że jej wypowiedź jest „bajką dzisiejszych czasów” i swoimi słowami tworzy zupełnie nową informatykę. Nie jest to wyłącznie moje zdanie. Potwierdzają to liczne wypowiedzi, jak na przykład ta zawarta w czasopiśmie CHIP, dokładnie w numerze 04/2004, napisana przez redaktora naczelnego Piotra Kubiszewskiego. Swoje oburzenie wyraża pisząc, że tego typu wypowiedź, jaka padła w sejmie jest czystym bezsensem. Słusznie stwierdza, że nie można znać się na wszystkim, ale przy tworzeniu prawa trzeba mieć przynajmniej blade pojęcie o danej dziedzinie.. W ramach sprostowania słynnej już w kręgach komputerowych wypowiedzi muszę zaznaczyć, że nie ma czegoś takiego jak „tłumaczenie” programów z Microsoft na Linux. Programy do obu systemów tworzy się w podobny sposób z tą różnicą, że system Windows jest systemem zamkniętym, co oznacza, że nie ma technicznej możliwości wglądu w kod programów na niego tworzonych. W ostateczności oznacza to, że nie można swobodnie przenosić oprogramowania pomiędzy omawianymi platformami.

Wypowiedź Hanny Kuzińskiej stanowi swoisty czubek góry lodowej, jaką jest problem wyboru systemu operacyjnego mającego mieć wyłączność na komputerach i serwerach administracji rządowej. Spór stanowi wybór pomiędzy środowiskiem „open source” (tzw. wolnym oprogramowaniem) będącym reprezentowanym przez system Linux oraz systemem Microsoft. Posłowie! Apeluje do was o opamiętanie się. Ile razy wasze stanowiska kierowały się zachodnimi wzorcami? Ile razy przed podjęciem decyzji analizowaliście podobne problemy i ich rozwiązania w krajach Unii Europejskiej? Jestem w stanie zaśmiać się w twarz osobie twierdzącej, że w sprawie szeroko rozumianej informatyzacji Polska kieruje się zachodnimi wzorcami. Historia pokazuje, że państwa zachodnie posiadają już spore doświadczenie w podobnych kwestiach. Dowodów? Argumentów? Proszę bardzo.

W roku 1999 francuscy senatorowie Pierre Laffitte i Rene Tregoue przygotowując propozycję do przepisu obligującego francuskie agencje rządowe do używania oprogramowania o otwartym kodzie nie mieli pojęcia, jakie końcowe skutki odniesie ich propozycja. W dzisiejszych czasach darmowy system operacyjny Linux zdobywa kolejne administracje rządowe będąc wykorzystywany we Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Finlandii, Norwegii, Chinach i Stanach Zjednoczonych. Nie jest to do końca spowodowane ceną tego systemu (a właściwie jej brakiem), ale również niskimi kosztami licencji oraz uaktualnień, pełną kontrolą, jaką mają administratorzy nad oprogramowaniem, możliwością pełnego zweryfikowania programu przez użytkowników i niezależnych ekspertów, bezpieczeństwem opartym na przejrzystości rozwiązań i weryfikowalności publicznych argumentów, szybszym identyfikowaniu i usuwaniu błędów i luk w zabezpieczeniach, możliwości dopasowania oprogramowania do posiadanego sprzętu oraz wykorzystywanych programów, swobodzie w tworzeniu własnych specjalizowanych aplikacji, możliwości wyboru firmy serwisującej i zapewniającej wsparcie spośród wielu dostępnych na rynku, co z kolei gwarantuje niższe koszty utrzymania. Do powyższych zalet dochodzi jeszcze jedna, a mianowicie taka, że zyski z serwisowania oprogramowania open source mogą być zatrzymane w krajowych firmach zamiast trafiać do centrali producenta oprogramowania. Ile w dzisiejszych czasach walczy się o pracę? Czemu olbrzymie pieniądze zamiast trafiać do rodzimych firm i tym samym rozwijając branżę IT trafiają do olbrzymich amerykańskich koncernów mających w naszym przypadku siedziby najczęściej w Stanach Zjednoczonych?

Kolejnym problemem, jaki może być rozwiązany poprzez używanie oprogramowania open source jest brak zagrożenia uzależnienia od jednego dostawcy oprogramowania. Chodzi w tym przypadku o firmę Microsoft będącą monopolistą na rynku IT. Zagrożenie związane z uzależnieniem się od jednej firmy skłoniło m.in. Niemcy, Stany Zjednoczone i Finlandię do zmiany środowiska oprogramowania. Zapobiegło to m.in. sytuacji dyktowania przez jedną firmę warunków kontraktów zawieranych przez administrację rządową w powyższych państwach. Przykładowo według fińskich szacunków zastąpienie oprogramowania na 147 tysiącach komputerów wykorzystywanych przez administrację państwową pozwoliłoby osiągną roczne oszczędności w wysokości 26 milionów euro. Z kolei w pierwszej połowie 2002r. rząd Norwegii poinformował, że nie zamierza odnowić kontraktu na użytkowanie oprogramowania Microsoft pomimo oferowanych zniżek sięgających 20 procent. Tymczasem na zastąpienie systemu operacyjnego Windows przez Debian Linux na 8 tysiącach stacji roboczych hiszpańska administracja państwowa zaoszczędziła 20 milionów euro. Co więcej Hiszpanie planują także wymianę 200 serwerów wykorzystywanych przez instytucje rządowe. Jednak równie ważne jak koszty, jest bezpieczeństwo komputerów. Niech za gwarancję bezpieczeństwa systemu Linux wystarczy fakt, że jest on używany m.in. przez wywiady USA, Kanady, Francji, Anglii, Hiszpanii i Singapuru.

Tak, więc bogate państwa Europy, Ameryki i Chiny, zmieniają oprogramowanie ze względu na koszty i bezpieczeństwo, a cóż planujecie wy - ministrowie i parlamentarzyści? Kogo obchodzą bogate państwa zachodu kiedy nas, Polaków stać by przepłacać za nie najlepsze produkty i działać pod dyktando firmy z Ameryki. Lecz jak tu mówić o neutralności oprogramowania stosowanego w kraju skoro sam Minister Nauki i Informatyzacji ma powiązania z Microsoftem? Jak zaprzeczyć faktom mówiącym o planowaniu stworzenia „super ministerstwa” kontrolującego przebieg informatyzacji całego kraju, skoro sam minister je potwierdza. W świetle przytoczonych przykładów przemian zachodzących w innych, znacznie bogatszych krajach przebieg podobnych procesów w naszym kraju mogę nazwać po prostu kpiną. Jestem świadom mocy wypowiedzianych słów i czuje się za nie w pełni odpowiedzialny. Nie jestem w stanie ustać spokojnie, kiedy słyszę jak np. Pani Minister Łybacka mówi, że „otwartość kodu programu komputerowego jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa” Idąc dalej jej zdaniem odpowiednim programem informatycznym spełniającym w pełni wszystkie potrzeby kraju jest nie co innego jak właśnie Microsoft Windows.

Kolejnym dowodem na to, że sytuacja nie sprzyja konkurencyjności a przychyla się raczej do monopolu jest głośna sprawa programu do wypełniania formularzy ZUS - Janosika. Program ten miał stanowić konkurencje dla programu Płatnik ,który był wydany jedynie na system Microsoft Windows. Twórcy programu Janosik opierali się na zasadach wolnego oprogramowania. Miał on działać nie tylko na Windows, ale również na Linuksie i Mac osie. Jak się potem okazało, ZUS był nieprzychylny aplikacji, starając się przeszkodzić w otrzymaniu niezbędnych informacji. Dotyczyły one protokołu przesyłania wypełnionych formularzy. W końcu twórcy programu otrzymali potrzebne informacje dzięki pojedynczym przychylnie nastawionym pracownikom. Nie zaprzeczą państwo, że sytuacja przedstawiona powyżej potrafi stawić pod znakiem zapytania głosy o niezależności polskiej informatyki. Mało ,że sami wyrzucamy kapitał za morze to jeszcze nie dajemy żadnej szansy na rozwój rodzimych firm.

W sytuacji tak skrajnej pocieszający jest fakt istnienia ludzi, potrafiących we właściwy sposób, podejść do problemów tego wymagających. Za przykład obiorę sobie Antoniego Stanisława Stryjewskiego, który chyba jako nieliczny śmiał na forum stwierdzić , o pozycji firmy Microsoft w Polsce: cyt. „Dlaczego po raz kolejny rząd staje na straży interesów jakieś prywatnej korporacji informatycznej w Polsce oraz na straży interesów korporacji niepolskiej, dokładnie amerykańskiej firmy Microsoft”? Istnieją też organizacje próbujące jakoś wpłynąć na niepokojące zmiany w naszym kraju. Jedną z takich organizacji jest Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji. Jednak wszelkie próby i starania pójdą na marne jeśli Wy posłowie i ministrowie będziecie wciąż bezmyślnie i bez zastanowienia podejmować bardzo ważne decyzje. Z tego względu apeluję o powagę i o lepsze wykonywanie swoich obowiązków. Nie możecie kierować się jedynie własnym zdaniem, które często jest błędne i nie wnosi nic dobrego dla państwa. Sami nie rozumiejąc problemu postarajcie się zdać na innych specjalistów mających często dużo większe doświadczenie w tej branży. Jak słusznie stwierdził poseł Jarmuziewicz z Platformy Obywatelskiej – „obywatela w tej ustawie po prostu nie ma”, a jako dowód podaje fakt, że przy jej tworzeniu nie zgłoszono żadnej opinii konsumenckiej. Był to powód odrzucenia ustawy przez PO w całości.
Spoglądając krytycznym okiem na zachodzące przemiany łatwo powiedzieć, że nie jest dobrze. Lecz cóż czynić by było inaczej? Jakie przedsięwziąć działania, jakie problemy poruszyć byśmy mogli w końcu powiedzieć, że zrobiliśmy dobrą robotę? Przede wszystkim musicie mieć ogólne pojęcie w kwestiach przez was poruszanych. Nie może powtórzyć się sytuacja Hanny Kuzińskiej, która co tu dużo mówić nie zrobiła nic innego jak jawnie pochwaliła się stanem swojej wiedzy, której niestety nie ma. Kończąc po raz ostatni apeluję o rozwagę i poważne traktowanie spraw, jakie na to zasługują. W ważnych sprawach zasięgnijcie opinii ekspertów! Dziękuje.

Dodaj swoją odpowiedź