Czy Stefan Żeromski zasłużył sobie na miano największego autorytetu odrodzonej Polski ?

Koniec XIX i początek XX wieku to bardzo dramatyczny, wręcz tragiczny okres w historii naszego świata. Ciąży na nim piętno pierwszej globalnej wojny - tak okrutnej, krwawej i niepotrzebnej jak żadna wcześniej. Miliony istnień, które pochłonęły zmagania europejskich potęg są wystarczającym dowodem tragizmu tego okresu. Ale te cztery lata, podczas których Europę pocięły linie okopów, przesłaniają nam obraz innej tragedii, może nawet straszliwszej niż ta wojenna. To tragedia ludzi, których zniszczył brutalny kapitalizm przełomu wieków, tragedia tych, którym brakowało już nawet "chleba", a przecież tuż obok nich byli ci, którym za dużo było "igrzysk". Tragedia tysięcy mieszczan, setek tysięcy chłopów - spotęgowana przez nędzę wojenną, straszliwie widoczna w pierwszych powojennych latach. O tym wszystkim zdajemy się nie pamiętać przytłoczeni koszmarem
I Wojny Światowej, a przecież to właśnie nędza tych ludzi doprowadziła do czegoś równie strasznego jak wojna - do rewolucji w Rosji. Z nędzy narodziła się nienawiść - wyraz bezsilności, która pochłonęła kolejne miliony ofiar. Oto pełny obraz dramatu z początku naszego tysiąclecia.

Dramat tych najuboższych nie ominął także naszej ojczyzny. Co więcej - był w niej chyba szczególnie wyraźny. Już XIX wieczna, nie istniejąca na mapie, Polska, cierpiała szczególną nędzę, gdyż jej obszary były tylko peryferyjami trzech wielkich mocarstw. Były to dla okupantów ziemie obce, zamieszkiwane przez obcych ludzi, a więc eksploatowano je szczególnie intensywnie. A potem wielka wojna przetoczyła się przez polskie ziemie, pustosząc je doszczętnie. Przyszła niepodległość. Upragniona, wyczekiwana przez ponad sto lat. Nowa, odrodzona Polska miała się stać prawdziwym rajem, ziemią obiecaną dla tysięcy Polaków. Cóż się okazało ? Młoda i otoczona przez nieprzyjaciół II Rzeczpospolita, nękana problemami gospodarczymi i wojnami o granice, zapomniała o swoich najbiedniejszych mieszkańcach. Ważny był marsz na Kijów, Cud nad Wisłą, Powstania Śląskie - nikt nie myślał o losach tysięcy zwykłych obywateli...

Nikt ? To nie do końca prawda. Ludzie wrażliwi, ludzie którzy potrafili rozglądać się dookoła zauważali, że silne państwo, jakim chciała być Polska zbudowane jest na bardzo kruchych fundamentach. Że w pogoni za potęgą, zatraca się to, co najbardziej ludzkie - moralność. Potrzebny był ktoś, kto powiedziałby o tym wszystkim, ktoś kto wskazałby błędy, ktoś kto na nowo wyznaczyłby tory moralności. Moralności ludzkiej, a nie tej "narodowej". Moim zdaniem taką rolę spełniał w odrodzonej Polsce Stefan Żeromski.

Ośmielę się zaryzykować tezę, że Stefan Żeromski był największym autorytetem moralnym w odrodzonej Polsce. Dostrzegając problem, mówił o nim głośno, a mówiąc wskazywał przyczyny i szukał sposobów jego rozwiązania. Przypomniał tysiącom Polaków, że obok nich żyją ich rodacy - a właściwie nie żyją, lecz trwają od dnia, do dnia ;od godziny, do godziny, walcząc o każdy posiłek, o każdy grosz, o jakąkolwiek pracę. Przypominał o tych fundamentalnych zasadach ludzkiego współżycia - o współczuciu, o niesieniu pomocy innym, o walce o prawa tych, którzy nie mogą walczyć sami. Polakom, którzy w niepodległościowej euforii zapominali o wszystkim przypominał o moralności. I wskazywał drogę, którą należy podążyć aby wydźwignąć najniższą warstwę społeczną, na poziom godny człowieka. O tym, jak bardzo zajmowało to Żeromskiego, powinien świadczyć fakt, że ten nurt moralizatorski jest głównym, obok patriotycznego, nurtem jego twórczości. Wystarczy przypomnieć kilka utworów w których porusza ten problem: "Ludzie bezdomni", "Przedwiośnie", "Zmierzch", "Dr Piotr", aby zdać sobie sprawę, że jest to bardzo ważny temat jego dzieł.

Żeby jednak nie być gołosłownym, odwołam się do konkretnych dzieł Stefana Żeromskiego. Sztandarowym utworem jego pracy moralizatorskiej są niewątpliwie "Ludzie bezdomni". Dzieło to powstało jeszcze w czasach zaborów, ale czytane było także potem, w Polsce niepodległej - głównie dlatego, że było wciąż aktualne. "Ludzie bezdomni" są moim zdaniem pewnego rodzaju ostrzeżeniem, preludium do "Przedwiośnia", które będzie już okrzykiem trwogi. Opowieść o losach Tomasza Judyma jest tak naprawdę przekrojem przez polską nędzę. Mamy tu obraz miasta - z niszczejącymi, brudnymi kamienicami, z dziećmi bawiącymi się w rynsztokach, z wariatkami przykutymi do ścian; miasta pełnego fabryk, w których robotnice w nieludzkich warunkach przebierają tytoń; miasta hut, w których nie spełniane są wymogi bezpieczeństwa. Dalej obraz wsi - w której chłopi umierają na malarię, gdzie nikt nie wie o elementarnych zasadach higieny. I wreszcie obraz kopalni - w których górnicy zmuszeni są do nadludzkich wysiłków, cały czas zagrożeni, nieomal uwięzieni w tej czarnej pułapce. A wszystkie te obrazy są szare, biedne, pozbawione choćby najbardziej bladego promienia słońca. To, co uderza jednak dużo bardziej niż te kopalnie, wsie, miasta, to fakt, że obok nich żyją inni ludzie - ludzie którzy mogliby pomóc, ale nie robią tego, bo tak jest wygodniej, bo tak im nakazują interesy, lub po prostu kaprys - jak w Cisach, gdzie dla efektu wizualnego (stawy), naraża się życie całej wsi. I nagle w tym świecie pojawia się bohater Żeromskiego - Tomasz Judym. Bohater, który widzi to wszystko, bo sam pochodzi z tej najniższej warstwy, bohater, który cierpi wraz z nią. Człowiek, który pamięta o moralności. Ten bohater jest nawet czasem aż zbyt dwuwymiarowy, aż zbyt moralny. Ale to jest właśnie zamierzenie Żeromskiego. Bo co się dzieje z tym wielkim altruistą, bojownikiem słusznej sprawy. On ponosi klęskę. Całkowitą klęskę - czy to w Warszawie, czy w Cisach, wszędzie zostaje odrzucony. Po jego stronie staje tylko jedna osoba, tylko kochająca go kobieta. Cały zaś świat jest mu przeciwny. I cóż robi "wielki przegrany" Judym ? Walczy ! Postanawia niezłomnie nieść pomoc, realizować swój program, trwać przy moralności. W tym celu decyduje się na największe z możliwych poświęceń - odrzuca miłość.

Ten utwór to najpełniejszy obraz Żeromskiego-moralisty, Żeromskiego - autorytetu moralnego. Mamy tu trzy płaszczyzny, na jakich Żeromski przedstawia problem. A więc po pierwsze: ukazuje nam jego obraz, niemal bez komentarza, po prostu opisuje w naturalistyczny sposób miejsca nędzy, maluje wieloma epitetami obrazy ubóstwa, uzmysławia czytelnikowi głębie problemu. Po drugie: oskarża, o przechodzenie obok tej kwestii - oskarża nie wprost, lecz poprzez zestawienie człowieka, któremu jest ten problem bliski, człowieka którego możemy nazwać moralnym, z pozostałymi ludźmi. Klęska Judyma - jest jednocześnie klęską moralności, klęską norm humanistycznych, klęską etyki, która jako pierwszą wartość stawia człowieka i jego godność. Po trzecie wreszcie: wskazuje drogę rozwiązania problemu - postawę Judyma, który dla dobra sprawy wyrzeka się prywatnego szczęścia. Daje nam wzór, pewną formę, jaką jego zdaniem należy przyjąć, aby dokonać moralnej odbudowy świata. I właśnie wokół tych trzech płaszczyzn zbudowana jest cała powieść. Nie wykracza ona niemal poza ramy tej jednej kwestii - moralności w Polsce końca XIX wieku, czy może raczej jej braku. Całe dzieło jest właściwie wykładem, o braku poszanowania ludzkiej godności, o tym, że moralność przełomu wieków nie ma wiele wspólnego z tą prawdziwą, humanistyczną moralnością. Autorytetem moralnym - nazywamy kogoś, kto staje się dla nas przykładem, wzorem moralności. Czyż nie nazwiemy najwyższym autorytetem moralnym kogoś, kto staje się wzorem moralności dla całego narodu ? A tak właśnie było z Żeromskim - jego powieść wstrząsnęła niemal całą Polską XIX wieku, tymi, którzy dotychczas przechodzili obok. Bo Żeromski adresuje ją właśnie do Polaków - wszystkich i każdego z osobna. Ich codziennej postawie, postawie omijania pewnych dzielnic, przemilczenia pewnych spraw, przeciwstawia Żeromski bezkompromisowego Judyma. Im bardziej on staje się wielki, tym bardziej oni stają się mali. Zaczynają się więc zastanawiać nad swoją małością - szukają różnicy między sobą a Tomaszem. I znajdują - to właśnie kwestia moralności. Moralności Judyma - która nie pozwala przejść spokojnie obok ludzkiej krzywdy i wygodnej moralności mieszczańskiej - którą zaspokaja wetknięcie kilku groszy w czyjąś prosząco-wyciągniętą rękę. I nagle okazuje się, że Judym, a więc także Żeromski, który go stworzył stają się autorytetami moralnymi. Judym to wręcz ideał - wzór, który należy bezwzględnie naśladować. Pisarz tworzy tu pewien ideał postawy człowieka wobec świata. Wykształca pewną normę, pewien wzór - niby dobrze znany już z biblijnych kart, ale zapomniany w dobie gwałtownego postępu i "żarłocznego" kapitalizmu. Żeromski zaś "odkurza" prometeizm ludzi wobec ludzi, tworzy postać idealnego altruisty, wskrzesza moralność. Aby wywołać taki efekt Żeromski konstruuje całą powieść. Tylko po to aby przypomnieć nam, że wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy powinniśmy żyć jak ludzie.

A "Zmierzch", krótkie opowiadanie Żeromskiego, czyż nie jest one obrazkiem rodzajowym godzącym w mieszczańską "moralność nie zauważania" ? Tutaj dokonuje pisarz niezwykle ciekawego zabiegu - pierwsze kilka linijek, to piękny, impresjonistyczny opis przyrody. Opis kunsztowny i oddziaływujący na wyobraźnię czytelnika. I kiedy czytelnik wyobrazi sobie już to tło, niczym z sielanki, nagle pojawiają się ludzie. Ludzie, którzy wręcz tą przyrodę szpecą swoją obecnością. Mąż i żona - chłop i chłopka, którzy za dwadzieścia groszy dziennie zgadzają się niemal przestać być ludźmi. Tu Żeromski moralizuje w nieco inny sposób. Nie tworzy już żadnego wzoru - Judyma, który wyciągnie do nich rękę. Nie. Zostawia ich samych. Na oczach czytelnika rozgrywa się ten dramat dwojga ludzi - dwojga ofiar niemoralnego przełomu wieków. I pozostawia ich Żeromski bez rozwiązania, tak jak pozostawił ich świat. Kto wie, czy to nie najpiękniejsza lekcja moralności, a właściwie wykład o jej braku, jakiej można udzielić. Sytuacja jest tak zwyczajna, tak codzienna dla człowieka początku XX wieku, że aż staje się straszna. Bo Żeromski wywleka niewygodną prawdę na światło dzienne. Tym samym daje nie tylko dowód swojej wrażliwości, ale jednocześnie rzuca światu w twarz oskarżenie. Oskarża - nie tylko bezpośrednio, ich pracodawcę, który obniża im płacę poniżej jakichkolwiek norm, ale pośrednio oskarża także wszystkich tych, którzy żyją obok nich i nie zauważają ich problemu. Zmusza do rachunku sumienia - i stwierdzenia faktu: że oto zatracone zostały normy moralne, zachowały się zaś tylko pozory moralności. A Żeromski wypowiada tym pozorom wojnę. I znów potwierdza to tezę - Żeromski największy autorytet moralny odrodzonej Polski. Autorytet - bo jako piewca prawdziwej, a nie pozorowanej moralności musi cieszyć się uznaniem i szacunkiem.

Kiedy pisałem o "Ludziach Bezdomnych" określiłem tą powieść jako ostrzeżenie. Otóż okazało się ono niewystarczające. Minęło kilkanaście lat, odrodziła się Polska, a problem nie tylko wciąż istniał, ale zaczął się pogłębiać. Kiedy więc "ostrzeżenie" okazało się niewystarczające, Żeromski zdecydował się na krzyk trwogi: "Przedwiośnie". "Przedwiośnie" to już nie tylko świadectwo biedy, nędzy i znieczulenia społeczeństwa, które tych zjawisk nie dostrzega - to jest już także wizja z gatunku apokaliptycznych, wizja nieuchronnie zbliżającej się rewolucji. I rewolucja nie jest już tylko hipotezą - "Przedwiośnie" uzmysławia, że jest ona faktem. Pisarz ocenia rewolucję i ocenia ją bardzo krytycznie - zarzuca jej okrucieństwo, grabieże, zniszczenia, śmierć - oto żniwo rewolucji u Żeromskiego. W tym momencie pisarz ostatecznie udowadnia, że jest prawdziwym autorytetem moralnym. Niezależnie od skutków potępia rewolucję jako zjawisko sprzeczne z moralnością. Nie potępia jej wcale za niezrealizowanie obietnic, za obłudę, za to, że tak naprawdę nic nie zmienia - ale dlatego że jest sprzeczna z humanistycznym systemem wartości pisarza. Z tych samych powodów ustami Cezarego Baryki potępia plany Gajowca - które są wprawdzie drogą do powolnego uzdrawiania kraju, ale drogą zbyt długą i wymagającą bezwzględnej walki z opozycją. Żeromski jest bezkompromisowy - to co sprzeczne z systemem jego wartości nie zyskuje jego akceptacji. Bo niezależnie od sytuacji jest tylko jedna moralność. To postawa godna podziwu i naśladowania - postawa najwyższego autorytetu. Ktoś mógłby spytać - cóż robić ? Nie rewolucja, nie powolne reformy, więc co ? Łatwo jest krytykować, ale cóż zrobić z tymi bawiącymi się w rynsztoku dziećmi (znów ten sam obraz !), z tymi wychudzonymi chłopami, którzy myślą tylko o tym jak przetrwać przednówek, z tymi zamarzającymi w zimie starcami, z tym Chłodkiem, z tymi robotnikami ? Wypiąć pierś przeciw karabinom - jak uczynił to Baryka ? Nie. Żeromski sygnalizuje tu inną drogę. Jedyną, która nie wymaga ofiar, która jest zgodna z moralnością prawdziwego człowieka. Drogę rewolucji technicznej - drogę mozolnej pracy nad stworzeniem "szklanych domów", nad dokonaniem przełomu technicznego, który umożliwi każdemu godne życie. A więc Żeromski nie tylko moralizuje, nie tylko na nowo "uczy" świat moralności, ale nawet pokazuje mu dalszą drogę, która prowadzić będzie do świata bez przepaści społecznych, drogę do świata, za który ludzkie serce nie będzie się musiało wstydzić.

Żeromski ostrzega, oskarża, poucza. Jest moralizatorem. Czy jest i największym autorytetem moralnym odrodzonej Polski ? Wydaje mi się, że analizując dokładnie jego twórczość potwierdziłem słuszność tej tezy. Żeromski głosi powrót do moralności, od nowa uczy chrześcijańskiej etyki, w tych tragicznych czasach nie zapomina o zwykłym człowieku. Postawa Judyma, czy (w mniejszym stopniu) Baryki mają stanowić wzór do naśladowania. Żeromski wstrząsa sumieniem czytelnika i zmusza go do zastanowienia się nad swoim życiem, a potem podsuwa mu życie gotowe, idealne, "nieskazitelne moralnie".

Tak, moim zdaniem Żeromski był największym autorytetem moralnym odrodzonej Polski. Już choćby dlatego, że w tak dużej części jego twórczości pojawia się problem postawy człowieka wobec innych ludzi, problem etyki przełomu wieków i problem zatracenia moralności przez "cywilizację postępu". Co więcej, uważam, że Żeromski mógłby nawet dziś ubiegać się o miano wielkiego autorytetu moralnego. Bo choć realia się zmieniły - problem pozostał. A gdy czytamy Żeromskiego bardzo często wydaje nam się, że to my odwracamy głowę, i że to właśnie nas, ludzi końca XX wieku, karci i poucza wielki moralizator Żeromski.


Dodaj swoją odpowiedź