Człowiek współczesny wobec zagrożeń i unicestwionych wartości.

„Człowiek ma w życiu dwa wyjścia: kształtować
rzeczywistość lub poddać się jej.”
Joseph Brodzki

W historii mamy wiele przykładów różnych zagrożeń i unicestwień wartości. Jednak jeśli chodzi o człowieka współczesnego, powinniśmy postawić sobie pytanie: co trapi ludzkość? Według mnie, w obecnych czasach możemy bać się dosłownie wszystkiego. Grożą nam klęski żywiołowe, np. powodzie, pożary, wybuchy wulkanów, epidemie. Współczesny człowiek musi borykać się także z zagrożeniem wojną, mimo iż wydawało się, że ludzkość zaprzestała siłowych metod walki. Związane to jest z nasilającym się terroryzmem i produkcją broni atomowej i biologicznej. Wyjątkowo niebezpieczne są skutki rozwoju cywilizacji, takie jak dziura ozonowa czy choroby społeczne (wzrost agresji, nerwice, choroby psychiczne). Ostatnimi czasy słyszy się o ciągłym wzroście ilości chorych na AIDS, narkomanów, alkoholików. Dla dorobków kulturalnych narodów zagrożeniem stała się kultura masowa, komercjalizacja wszystkiego, co da się skomercjalizować i ciągły spadek popularności słowa pisanego na rzecz obrazu w telewizji. Większość tych zagrożeń nie jest wymysłem naszych czasów. Znane były one już wcześniej, co potwierdza literatura.

Jednym z zagrożeń, które może unicestwić miliony ludzi, jest wojna. Przedstawia to cykl opowiadań Tadeusza Borowskiego. Ukazują one rzeczywistość wojenną, a zwłaszcza obraz hitlerowskiego obozu koncentracyjnego. Nieustanne zagrożenie śmiercią sprawiło, iż przeżycie stało się nadrzędnym celem. Wartości nabrały cechy, uznane za negatywne, ale służące przetrwaniu, np. cwaniactwo, egoizm, bezwzględność wobec innych więźniów i uległość wobec prześladowców. Zniknęły także naturalne odruchy uczuciowe – nikt nie żałuje człowieka skazanego na śmierć, gdyż stała się ona codziennością. Ludzie pozbawieni zostali wszelkich wartości moralnych – kradną kosztowności więźniów przeznaczonych do likwidacji, a nawet współuczestniczą w zabijaniu innych ludzi, by żyć ich kosztem.

W „Innym świecie” G. Herlinga – Grudzińskiego również został przedstawiony obóz, ale radziecki. Narrator nie ogranicza się jedynie do ukazania realiów życia w Gułagu, pokazuje także mechanizm funkcjonowania systemu komunistycznego i jego oddziaływanie na psychikę ludzi. Głównym celem obozu była jak najwydajniejsza praca na rzecz państwa oraz likwidacja wrogów systemu. Do łagrów trafiali więźniowie często niewinni, którzy po bestialskich torturach i przesłuchaniach, przyznawali się do wszystkiego, co chciano im zarzucić. Ludzie w obozach byli zmuszani do pracy, która oznaczała morderczy i ponadludzki wysiłek. Ilość przysługującego jedzenia zależała od wydajności pracy. Najwięcej otrzymywali ci, którzy wypracowywali 125% normy. Innym zaś przez całe dnie towarzyszył głód, co prowadziło do rywalizacji, kradzieży i upodlenia. Obóz wyzwalał w więźniach najgorsze instynkty – wrogość i nienawiść wobec innych ludzi, chęć zemsty na kimkolwiek, a także wprowadzał tzw. prawo dżungli – przetrwają najsilniejsi.

Nie tylko więźniowie są ofiarami wojny. Są nimi także młodzi ludzie na usługach prześladowców. Przykładem takiego człowieka był młody gdańszczanin, pomocnik profesora Spannera kierującego Instytutem niedaleko Gdańska. Zapis jego przesłuchania znajduje się w opowiadaniu „Profesor Spanner” w cyklu „Medaliony” Z. Nałkowskiej. Spanner, przy udziale studentów i asystentów, wytwarzał mydło w tłuszczu ludzkiego. Młody pomocnik nie widział nic złego w tego typu „pracy”, nie zwracał uwagi na to, iż bezcześcili zwłoki (ciętę na kawałki, gotowane, palone, traktowane jak odpadki). Cieszył się nawet, że Niemcy potrafili zrobić „coś z niczego”. Niczym były dla niego miliony ludzi, którzy stracili życie, by stać się... mydłem. Psychika i wrażliwość tego człowieka zostały w młodym wieku zniszczone, dlatego on i jemu podobni także byli ofiarami wojny.

Autorzy powyższych utworów nie oskarżają swoich bohaterów, a jedynie pokazują jak ukształtowały ich ekstremalne warunki. Ukazują tzw. moralność relatywną. To, co w czasach pokoju jest niedopuszczalne i karygodne, w trakcie wojny jest na porządku dziennym – kradzież, zabijanie innych, żeby samemu przeżyć, brak współczucia, egoizm, a także brak jakiejkolwiek wrażliwości w młodym pokoleniu Niemców (zapewne też Rosjan). Utwory te pokazują, że wojna niszczy nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Ludzkie ciało jest w stanie znieść bardzo dużo cierpienia, ale psychika jest zbyt delikatna i nawet jeśli przeżyło się wojnę, świat nie będzie znów taki sam jak wcześniej.
Gdy zakończyła się II wojna światowa, świat odetchnął z ulgą. Pozostały jedynie lokalne konflikty. Jednakże ostatnio znów zaczęliśmy się bać. Zamach terrorystyczny w Nowym Jorku 11 września 2002 i następne (m.in. niedawno w Madrycie), że nie tylko w czasach wojny giną ludzie. Terroryzm stał się obecnie tematem pierwszych stron gazet. Istnieje szereg organizacji, które nie zgadzają się z powszechnie przyjętym porządkiem świata, bronią swojej narodowości lub chcą coś wymusić od rządów innych krajów. Jednak terroryzm nie musi być wcale działaniem z użyciem siły. W „Dżumie” A. Camusa ludzie zostali sterroryzowani poprzez zamknięcie bram miasta i uniemożliwienie mieszkańcom opuszczania Oranu. Ta sytuacja prowokuje w ludziach różne zachowania. Dr Rieux, jako lekarz, zachowuje zimną krew i uważa, że pomoc zakażonym dżumą jest jego pracą. Podobnie zachowuje się Jean Tarrou. Nie jest medykiem, ale od razu po ogłoszeniu epidemii zgłasza się jako ochotnik do pomocy, organizując formacje sanitarne, zajmujące się przewozem i izolacją chorych. Nieco inną postawę przyjął Raymond Rambert. Przybył do Oranu jako dziennikarz. Epidemia uniemożliwiła mu powrót do domu i do ukochanej kobiety. Początkowo uważał, że problem dżumy go nie dotyczy, za cel postawił sobie wydostanie się z miasta. Jednak przyglądając się pracy doktora Rieux i Tarroufa, dokonała się w nim przemiana i postanowił zostać, by pomagać.

Jeśli mówimy o wojnie i terroryzmie, nie możemy zapomnieć o innym zagrożeniu, które może unicestwić nawet całą ludzkość. Mowa o broni atomowej, chemicznej i biologicznej. W czasach „zimnej wojny” jedynie Stany Zjednoczone i ZSRR były w posiadaniu potężnych bomb atomowych, ale bały się ich użyć, ze względu na konsekwencje. Tak jest do dziś. Lecz kilka innych krajów weszły w posiadanie tej broni. Najbardziej zagraża nam fakt, iż kraje te (np. Korea Północna czy Izrael) w obliczu wojny, nie będą miały żadnych skrupułów, by użyć bomby atomowej. Wiele krajów ma także broń biologiczną i chemiczną. Na pewno nie mają one tak poważnych skutków jak atomowa, ale mogą zabić tysiące ludzi, a także przenieść się na znaczne odległości (głównie biologiczna). Zagrożenie bronią masowego rażenia zostało przedstawione w groteskowy sposób przez S. Mrożka w „Weselu w Atomicach”. Uczestnicy wesela dysponują atomową techniką, a ich cechy charakteru: porywczość, kłótliwość, mściwość, podczas bijatyki, mogą doprowadzić do zagłady całego świata.

Przy okazji wojny wspominałam o rządach totalitarnych, czyli systemie politycznym, który ingeruje w osobiste życie obywateli i podporządkowuje go odgórnym prawom, opiera się na rozbudowanym aparacie kontroli i oddziaływaniu poprzez strach i przemoc. Jest to także jedno z zagrożeń współczesnego świata, mimo że totalitaryzm zachował się w bardzo niewielu krajach (np. Korea Północna). Ciekawym opisem rzeczywistości w państwie totalitarnym jest powieść G. Orwella „Rok 1984”. Mimo że obraz jest przejaskrawiony, oddaje realia życia w kraju powszechnej inwigilacji. Dyktatorem jest Wielki Brat, którego nikt nigdy nie widział, zaś władzę sprawuje Partia. Wszyscy ludzie muszą mieć te same poglądy, a jeśli ktoś jest chociaż podejrzany o „myślozbrodnię”, czyli myślenie wrogie Partii, jest natychmiast łapany i likwidowany. Podglądaniu i podsłuchiwaniu obywateli służy teleekran umieszczony w każdym mieszkaniu. Działa także Policja Myśli, która śledzi każdego, kto może szkodzić Partii. Społeczeństwo przyjmuje do wiadomości wszystko, co powie aparat władzy, nawet jeśli jest to sprzeczne z logiką (za przykład w powieści służy stwierdzenie, że 2 + 2 = 5). Większość ludzi jest bierna i posłuszna Wielkiemu Bratu. Główny bohater pewnego dnia stwierdza, że nie zgadza się z systemem. Poznaje kobietę, w której się zakochuje i razem próbują wymyślić plan zniszczenia Partii. Wstępują nawet do tajnej organizacji podziemnej, ale okazuje się, że wszystko, co się działo w ich życiu było podglądane, a opozycyjne podziemie to tylko wymysł władzy, aby łatwiej znajdywać i likwidować wrogów systemu.

Utworem podobnym tematycznie do „Roku 1984” jest „Mała apokalipsa” T. Konwickiego. Również ukazuje przejaskrawiony obraz totalitaryzmu, lecz u Konwickiego miejscem akcji jest Warszawa (u Orwella była to wymyślona przez autora Oceania, czyli pseudo – Utopia). Utwór przedstawia zwykłego człowieka, przechadzającego się po stolicy w latach 70-ych XX wieku. W czasie tego spaceru ocenia wygląd miasta, jego mieszkańców, a także snuje refleksje na temat złego funkcjonowania państwa. W miejskim krajobrazie dominuje chaos, nędza, ulice są rozkopane, z domów odpada tynk, brakuje jedzenia w sklepach. Wszędzie widać i słychać propagandę radziecką. Na co dzień ludzie są podsłuchiwani, kilka razy dziennie milicja kontroluje ich dokumenty, a przesłuchujący ich ubecy nie cofają się nawet przed torturowaniem. Końcem utworu jest śmierć bohatera przez samospalenie przed Pałacem Kultury, gdzie odbywa się uroczysty zjazd partii.

Utwory te ukazują, do czego mogą się posunąć wielcy przywódcy państw totalitarnych, jak może wyglądać świat, w którym nie ma prywatności, a każdy grymas na twarzy uznawany jest za spiskowanie wobec aparatu władzy. Orwell i Konwicki przestrzegają nas, by nie dopuścić do rozwoju systemu totalitarnego, gdyż skończy się to tragicznie dla narodu. Na szczęście w świecie współczesnym taki system rządzenia pozostał w niewielu krajach, ale jeśli znajdzie się osoba z darem przekonywania na podatnym gruncie, to kto wie, może zechce sięgnąć po władzę i wprowadzić rządy totalitarne...

O powyższych zagrożeniach większość ludzi ma pojęcie, ale istnieje też takie, z którego nie zdają sobie sprawy. Jest nim rozwój cywilizacji. Oczywiście przynosi ze sobą wiele dobrego, np. postępy w medycynie czy eksploracja kosmosu, ale przede wszystkim niszczy ludzkość. Materializm, rywalizacja, ciągły brak czasu powodują wzrost agresji, uzależnienia, bo ludzie muszą gdzieś odreagować stres związany z życiem codziennym. Nawet dzieci od najmłodszych lat uczone są żyć w społeczeństwie, gdzie najważniejsze są pieniądze. Jest to jeden z powodów wpadania w różne nałogi – papierosy, alkohol, narkotyki. Drogę przez uzależnienie od środków odurzających przedstawia utwór „My, dzieci z dworca ZOO”. Jest to autentyczny zapis historii Christiane F. Zaczyna się od tzw. miękkich narkotyków, tak dla odprężenia i „wyluzowania”. Potem przychodzi czas na tzw. kwasy, grzyby halucynogenne, a kończy się na silnym uzależnieniu od heroiny lub morfiny (tym środkiem narkotyzowała się bohaterka „Pamiętnika narkomanki”). Następnie pozostaje już tylko prosty wybór: śmierć albo fachowa pomoc.

Obecny na każdym kroku materializm powoduje również znaczące różnice majątkowe. Wiele osób żyje na skraju nędzy, a inne mogą sobie pozwolić na basen w ogrodzie. Nic dziwnego, że często zdarzają się tacy ludzie jak Raskolnikow ze „Zbrodni i kary” Dostojewskiego, którzy są w stanie zabić drugiego człowieka tylko po to, by uzyskać jakiekolwiek pieniądze.

W życiu wciąż stykamy się z tzw. „wyścigami szczurów”. Dzieci już w szkole poznają smak rywalizacji. W dorosłym życiu, gdzie dominuje pościg za pieniądzem, bycie lepszym od innych skutkuje w wyższej pensji. Ludzie o słabej psychice często nie wytrzymują tego pędu i nacisku ze strony współpracowników. Prowadzi to do nerwic, które bardzo trudno wyleczyć. Inni zaś w tej samej sytuacji mogą, w ramach obrony przed „systemem”, stać się agresywni. Ponadto stają się samotni i oddalają się od siebie. Niestety, nie wygląda na to, iż ta rzeczywistość ma ulec zmianie. Pozostaje nam tylko nie załamywać się i poddać się wszechobecnej rywalizacji.

W pracy dajemy z siebie wszystko, aby zasłużyć na awans, a wieczorami chcemy odpocząć. Wtedy zalewa nas fala kultury masowej – „sieczki” nie wymagającej myślenia. Kolorowe magazyny, w których są tylko plotki, podglądanie ludzi w tzw. reality show, teleturnieje, w których na pytania potrafią odpowiedzieć przedszkolaki – wszystko to ogłupia społeczeństwo. Uwsteczniamy się kulturalnie, ale mało kto na to reaguje. Wolimy siedzieć przed telewizorem, nie używając umysłu, tylko bezmyślnie gapiąc się na obrazki. Nie mówiąc już o książkach, nad którymi trzeba się skupić, a to już zbyt dużo dla człowieka XXI wieku. Zanika powoli kultura duchowa, a poezja zupełnie straciła na znaczeniu. Zwycięstwo kultury masowej symbolizuje Edek z „Tanga” Mrożka. Jest brudnym prostakiem, a jednak ma niewytłumaczalny wpływ na wszystkich ze swojego otoczenia. Artur chciał walczyć z tą sytuacją, ale w końcu odnosi porażkę, co potęguje siłę zagrożenia.

Biorąc pod uwagę powyższe rozważania muszę stwierdzić, że największym zagrożeniem jest cywilizacja, która jest dziełem ludzkich rąk. Czasami traktuje się ją jak dobrodziejstwo, ponieważ symbolizuje postęp, ale literatura uznaje ją za najgroźniejsze zjawisko. Uderza w najdelikatniejszą strukturę ludzkiej istoty, czyli psychikę. Wojna także niszczy tę sferę człowieka, ale ludzie, którzy przeżyli wojnę zdają sobie sprawę ze swoich zaburzeń psychicznych. Współcześni nie zdają sobie z tego sprawy, przyjmują wszystko, co się im powie, jak małe niemyślące jeszcze dzieci. Z tym zagrożeniem trzeba walczyć, ponieważ człowiek ma moc przeciwstawiania się złu. Bez względu na wynik, sama walka daje mu poczucie własnej godności.


PS. Recenzja n-la polskiego: bardzo ładna praca :]

Dodaj swoją odpowiedź