Wywiad z Janem Kochanowskim - ideał renesansowego humanisty.

WYWIAD Z JANEM KOCHANOWSKIM – IDEAŁEM RENESANSOWEGO HUMANISTY

Redaktor 1: Dzień dobry, jesteśmy z liceum ogólnokształcącego w Drobinie i działamy w szkolnej gazetce. Chciałybyśmy przeprowadzić z panem wywiad. Czy mógłby pan poświęcić nam chwilę swojego cennego czasu?

Jan Kochanowski: Tak, oczywiście.

Redaktor 2: Na początku chciałybyśmy dowiedzieć się czegoś o pańskiej młodości. Co wspomina pan najmilej z tych lat?

Jan Kochanowski: Już jako czternastolatek uczęszczałem na przesławną Akademię Krakowską, na której podjąłem studia na Wydziale Sztuk Wyzwolonych. W Krakowie uczyłem się do roku 1549. Był to bardzo ważny etap w moim życiu. Najmilej jednak wspominam studia w Padwie.

R1: Kim byli pańscy rodzice?

JK: Mój ojciec to szlachetnie urodzony Piotr, gospodarował na kilku wioskach w ziemi radomskiej, matka, Anna z Białaczowskich, zajmowała się dziećmi.

R2: Tak więc skoro pański ojciec był posiadaczem licznych ziem, to dlaczego pobierał pan pomoc finansową od księcia Albrechta Hohenzollerna?

JK: Mój ojciec był człowiekiem zamożnym, ale nie na tyle, abym mógł pozwolić sobie na studia za granicą oraz na dalekie podróże. Dzięki pomocy księcia Albrechta udało mi się wyjechać na studia do miasta słynącego ze świetnej humanistycznej uczelni.

R1: Czy może pan powiedzieć nam coś więcej o swoich studiach w Padwie?

JK: W okresie w jakim podjąłem studia, Padwa była jednym z najbardziej tętniących życiem ośrodków myśli renesansowej. Poświęcano się tam studiom nad antykiem, głównie twórczości klasyków literatury antycznej. To właśnie w Padwie studiowałem gorliwie literaturę i języki klasyczne (łacinę, grekę i hebrajski). Poznałem również język i kulturę włoską. Oprócz wytężonych studiów brałem także aktywny udział w życiu studenckim. Naukę urozmaicałem sobie wycieczkami (np. do Neapolu). Studia w pełni pozwoliły mi zapoznać się ze światopoglądem tej epoki, rozwinąć talent twórczy oraz zawrzeć wiele cennych znajomości.

R2: Kiedy powrócił pan do kraju i co pan robił w Polsce po powrocie?

JK: Do kraju powróciłem ostatecznie w 1559 roku. Przez kilka lat przebywałem na różnych dworach magnackich oraz na dworze królewskim, gdzie pełniłem zaszczytną funkcję sekretarza. W okresie tym powstały moje pierwsze fraszki.

R1: Podobno po powrocie do kraju chciał pan wstąpić do zakonu, czy to prawda?

JK: Przez krótki czas rozważałem możliwość wstąpienia do stanu duchowego, ale ostatecznie zrezygnowałem z tej drogi życia. W 1571 roku podjąłem inną decyzję, decyzję powrotu w rodzinne strony. Ostatecznie osiadłem się w pięknej wiosce Czarnolas. Cztery lata później ożeniłem się ze szlachcianką – Dorotą Podlodowską.

R2: Czy życie jakie wiódł pan w Czarnolesie razem ze swoją małżonką było szczęśliwe?

JK: Dorota, to najlepsza żona i matka. Nasze życie byłoby spokojne i szczęśliwe, gdyby nie złowrogie obroty fortuny, która zabrała nam ukochane córki – Urszulkę i Hannę. Oboje z małżonką byliśmy wstrząśnięci utratą dzieci. Śmierć młodszej córki – Urszulki opisałem w „Trenach”.

R1: To przykre wydarzenie wstrząsnęło również nami. Chciałybyśmy zadać już ostatnie pytanie: Co jest według pana największą wartością w życiu?

JK: Uważam, że jest to cnota, którą każdy człowiek powinien w sobie pielęgnować. Jest ona „nagrodą i płacą” dla człowieka oraz swoistą ozdobą naszego życia, dlatego budzi zazdrość u ludzi niezdolnych do jej rozwinięcia w sobie. Cenię również bardzo miłość do ojczyzny.

R2: Dziękujemy bardzo za rozmowę, było nam niezmiernie miło poznać tak wybitną i wspaniałą osobę. Teraz bez wątpienia możemy uważać pana za ideał renesansowego humanisty, człowieka wszechstronnie wykształconego, patrioty. Jest pan najwybitniejszym twórcą polskiego odrodzenia, ludziom mógłby pan zaimponować m.in. rozległością swoich zainteresowań i ogromną wiedzą, ale nie tylko. Zna pan klasyczne języki, a także epokę starożytną. W swoich utworach dbał pan przede wszystkim o artyzm języka. Mogłybyśmy mówić jeszcze więcej, ale nie chcemy już dłużej zajmować pańskiego czasu. Jeszcze raz dziękujemy za poświęcenie nam czasu.

JK: Ja również dziękuję, było mi niezmiernie miło, a jednocześnie czuję się bardzo zaszczycony waszymi odwiedzinami. Do widzenia.

Dodaj swoją odpowiedź