Realizacja idei demokracji deliberatywnej w polskich warunkach – czy to się może powieść?

Deliberować, wywodzące się z łacińskiego deliberare, to, zgodnie z definicją słownikową, „rozmyślać, rozważać, roztrząsać, debatować” . Jak wiadomo społeczeństwo polskie potrafi długo i namiętnie prowadzić dyskurs na wszelkie niemalże tematy. Nocne Polaków rozmowy to popularne sformułowanie oddające bardzo dobrze nasze narodowe zamiłowanie do dyskusji. Czy jednakże to zamiłowanie może stać się podstawą nowego modelu demokracji i czy ten model można, dzięki owemu zamiłowaniu, wprowadzić w polskim społeczeństwie w życie? Moim zdaniem nie.

Współczesna nauka o teorii polityki wprowadza wyraźny podział na kilka rodzajów demokracji. To, co z pozoru mogłoby wydawać się tym samym, w zależności od ujęcia,
od warunków, jakie spełnia, od celów i od poziomu udziału społeczeństwa, określa się odpowiednim przymiotnikiem do słowa demokracja. Najbardziej rozpowszechnionym rodzajem demokracji, z jakim mamy do czynienia we współczesnym świecie, jest demokracja liberalna. Pod tym pojęciem rozumiemy przede wszystkim „istnienie prawa, które ogranicza zarówno rządzących jak i rządzonych, ograniczenie rządów większości przez gwarancje praw mniejszości; podział władzy państwowej na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą oraz takie powiązanie ich ze sobą, by zapewniło skuteczną wzajemną kontrolę i równowagę; wreszcie obsadzanie głównych stanowisk politycznych w państwie w drodze wyborów” . Dlatego też czasem demokracja liberalna określana jest mianem demokracji konstytucyjnej. Istnieje również pojęcie demokracji republikańskiej, czyli opartej na modelu amerykańskim, w którym to aktywni i zaangażowani społecznie i politycznie obywatele organizują się w grupy interesu, chcące wywierać jakiś wpływ na władzę. W nowoczesnej myśli politycznej pojawia się jednak z pozoru nowatorskie ujęcie demokracji określane mianem demokracji deliberatywnej.

Skąd w ogóle istnienie takiego pojęcia i z kim należy je wiązać? Jak dowodzi prof. Chantal Mouffee, demokracja deliberatywna, w swoich dwóch głównych wersjach, wykrystalizowała się na bazie teorii dwóch współczesnych filozofów – Jrgena Habermasa i Johna Rawlsa. Obaj autorzy dowodzą w swoich pracach, iż demokracja deliberatywna winna być odpowiedzią na stopniową emancypację społeczeństwa i jako taka musi być następczynią demokracji liberalnej i republikańskiej. Głównym założeniem tego modelu demokracji jest oparcie się w procesie decyzyjnym na szerokiej deliberacji. Uważają oni, że tylko jeśli dopuścimy rozległe masy społeczne do procesu podejmowania decyzji, pozwolimy im na kontestowanie nie tylko samych rozwiązań, ale i procesów demokratycznych, uzyskamy więcej niż tylko społeczeństwo obywatelskie, będące ideałem demokracji liberalnej i republikańskiej, ale coś więcej, coś, co jest określane przez Habermasa mianem „Brgergesellschaft” , społeczeństwa obywateli. W modelu Habermasa to szerokie masy ludzkie mają za zadanie doprowadzenie do podjęcia najkorzystniejszej dla nich decyzji na drodze kompromisu czy konsensusu. Głosowanie w tym modelu jest uznane
za ostateczność, za sposób, który w żadnej mierze nie dostarcza najlepszego rozwiązania,
a jest często pozostawieniem decyzji przypadkowi. Ma chyba jednak rację prof. Mouffee pisząc, że demokracja deliberatywna jako taka, „nie jest nagle powstałą teorią, ale odświeżeniem starożytnej idei demokracji” . Bowiem już w Atenach, podobnie jak w założeniach deliberatywnych demokratów, wolni i równi obywatele podejmowali decyzje poprzez dyskusje i szukanie najlepszego rozwiązania.

Czym więc jest demokracja deliberatywna i jak można ją umiejscowić na wachlarzu rozmaitych modeli demokratycznych? W opinii wielu badaczy tematu można ją umiejscowić między modelem demokracji liberalnej, czyli „kompromisami prywatnych interesów odpolitycznionego społeczeństwa kierowanego przez polityczną klasę rządzącą”, a demokracji republikańskiej, a więc „samoorganizacji aktywnych i zaangażowanych politycznie obywateli” . Tak pojmowana jest modelem, w którym obywatele biorący udział w demokratycznym procesie politycznym, mający wykształcony światopogląd i opinie
na tematy polityczne, korzystają z praw i możliwości zapewnionych im przez demokratyczne instytucje i procesy.

Dlaczego zatem taki model demokracji, będący z pozoru najbardziej optymalnym i zapewniającym największy udział społeczeństwa w podejmowaniu decyzji, a zatem zapewniający im największy udział we władzy, nie ma przełożenia na rzeczywistość i nadal pozostaje w sferze planów i marzeń filozofów i teoretyków polityki?

Jednym z powodów są bardzo wysokie wymagania stawiane wobec społeczeństwa, które w takim systemie miałoby żyć. Musimy być świadomi, że współczesne społeczeństwa nie są w żaden sposób przygotowane na kontestowanie decyzji politycznych i sprawowanie władzy. Podczas gdy demokracja deliberatywna zakłada, iż podstawą legitymacji jest umożliwienie ludziom dyskusji nad konkretnymi rozwiązaniami proponowanymi przez władzą, a także nad zasadami podejmowania decyzji i stosowania konkretnych rozwiązań, współczesne społeczeństwa często nie posiadają odpowiedniej ku temu wiedzy.

Przekładając powyższe na polskie warunki widzimy, iż taki system nie mógłby w Polsce w żaden sposób zostać zastosowany. Nasze społeczeństwo, które ledwie od 15 lat wystawione jest na działanie procesów demokratycznych nie jest ani zainteresowane szerokim udziałem w procesie podejmowania decyzji, ani nie ma ku temu odpowiedniej wiedzy. Możemy się oczywiście zastanawiać, co wpływa na taki stan rzeczy. Myślę, iż tutaj główny powód leży w nagłej konfrontacji wyobrażeń o życiu w społeczeństwie demokratycznym, z weryfikacją tychże przez rzeczywistość. Nagłe przejście, na drodze transformacji systemowej, z państwa socjalistycznego, z centralnie planowaną gospodarką i nikłym wpływem szerokich mas społecznych na władzę, do państwa demokratycznego, z gospodarką wolnorynkową i możliwością wpływania na elity rządzące było na tyle dużym szokiem, że dalej idący proces budowy demokracji deliberatywnej nie może się na razie powieść. Społeczeństwo bowiem nie jest w żaden sposób zainteresowane szerszym udziałem w procesie podejmowania decyzji, czego dowodem może być choćby niski udział w wyborach, głównie tych komunalnych, co pokazuje całkowity brak świadomości społeczeństwa o ich roli w kształtowaniu polityki.

Inną przeszkodą, wspomnianą już wcześniej, jest konieczność posiadania przez społeczeństwo opinii i preferencji na temat konkretnych propozycji i sposobów wdrożenia ich w życie, ale również otwarcie na racje i poglądy innych oraz, jeśli to konieczne, gotowość na zmianę własnego zdania. Deliberacja bowiem, już w swych założeniach, wiąże się z osiągnięciem kompromisu, czy nawet konsensusu. W takim wypadku społeczeństwo biorące udział w tym procesie musi posiadać sprecyzowane poglądy, musi umieć
je przedstawić, bronić ich, ale jednocześnie musi być świadome, że aby osiągnąć dobro wspólne, musi być też gotowe na pewne ustępstwa.

I znów odnosząc to do polskich warunków widzimy, iż model demokracji deliberatywnej w żadnym wypadku nie ma szans być zastosowany w polskich warunkach. Pomimo przyjęcia, iż Polacy są specjalistami w każdej dziedzinie i mają wyrobiony pogląd na wszystko, odniesienie tego do szeroko pojmowanej polityki, do konkretnych propozycji rozwiązań systemowych, do szczegółowych ustaw i rozporządzeń regulujących życie codzienne, wychodzi na jaw, iż ogromna większość społeczeństwa nie rozumie podstawowych procesów zachodzących we współczesnym świecie. Nie mając podstawowej wiedzy o otaczającej rzeczywistości nie jest możliwe posiadanie własnego poglądu na rozwiązania dotyczące tejże. Także gotowość do osiągnięcia kompromisu jest tutaj elementem, który w Polsce pozostawia wiele do życzenia. Powszechna powiem postawa naszego społeczeństwa jest taka, iż bez baczenia na ludzi obok należy dążyć do celu mając na uwadze tylko i wyłącznie własne dobro i własny interes. Wprowadzenie w takim społeczeństwie demokracji opartej na deliberacji jest niemożliwe.

Demokracja deliberatywna zakłada również, iż dyskurs prowadzą równi i wolni obywatele. Każdy ma prawo artykułowania swoich racji i poglądów, przekonywania do nich innych i prowadzenia szeroko pojętej dyskusji. Jednakże nikt nie może narzucać siłą swoich poglądów drugiej stronie. Każdy powinien mieć zapewniony równy dostęp do deliberacji, a każdy głos powinien być brany pod uwagę.

Jak ciężko i o ten warunek w polskim społeczeństwie przekonują przykłady z życia codziennego. Nadmierna emancypacja elit, na tle całego społeczeństwa, stwarza idealne warunki do dokonania podziału na my-oni. Popularne w społeczeństwie, zwłaszcza po ujawnianiu kolejnych afer sformułowania TKM (Teraz K… My), GTW (Grupa Trzymająca Władzę) pokazują tylko, że Polacy nie mają poczucia równości społecznej. Już nie tylko patrząc na poziom dochodów, a co za tym idzie dostęp do określonych świadczeń, ale na możliwość bezpośredniej partycypacji i wpływania na władzę widać, iż w polskim społeczeństwie jest wyraźny podział na grupy, które mają większe prawa oraz grupy, które często ze względu na trudną sytuację ekonomiczną, prawa posiadają jedynie teoretycznie. Nadmiernie rozbudowany aparat urzędniczy, brak bezpośredniej odpowiedzialności poszczególnych urzędników za podejmowane decyzje, a także opieszałość polskiego wymiaru sprawiedliwości pokazują mogą tylko utwierdzać w tym przekonaniu.

Prof. Mouffee w swojej pracy wskazuje na jeszcze jedną wadę modelu demokracji deliberatywnej. Opierając swoje rozumowanie na filozofii Wittgensteina stwierdza ona, iż „musimy odrzucić sen o racjonalnym konsensusie, który pociąga za sobą wyobrażenie, że moglibyśmy uciec od naszej ludzkiej formy życia” . Rozumieć to należy jako krytykę postrzegania przez demokrację opartą na deliberacji konsensusu jako zawsze możliwej drogi osiągnięcia pożądanego wyniku. Zdaniem prof. Mouffee wynika to z odrzucenia przez demokratów deliberatywnych sfery ludzkich uczuć i emocji w procesie podejmowania decyzji. Podpiera ona się tutaj zdaniem z Wittgensteina, iż „tam, gdzie naprawdę spotykają się dwie zasady, które są nie do pogodzenia, jeden drugiego uważa za głupca i heretyka” .

Reasumując uważam, iż wprowadzenie demokracji opartej na deliberacji w polskim społeczeństwie nie ma szans powodzenia. Problemy wskazane wcześniej, takie jak brak woli osiągnięcia szeroko pojmowanego konsensusu, brak wiedzy o procesach zachodzących we współczesnym świecie to przeszkody, których podstawą są uwarunkowania ludzi. Także niekorzystne warunki społeczne, w których ciężko niezgodzie się z opinią, iż jedne grupy posiadają więcej wolności oraz mają większy wpływ na władze niż inne, ze względu na swoją uprzywilejowaną ekonomiczną i polityczną sprawiają, iż deliberacja na zasadach opisanych m.in. przez Habermasa nie może w Polsce się powieść.

Czy to jednak oznacza, iż żyjemy w społeczeństwie skazanym na porażkę i że mamy jakieś powody do niepokoju? Moim zdaniem nie. Demokracja deliberatywna jest tylko jednym z wielu możliwych modeli demokracji, który może być wprowadzony w państwie. Nie jest tajemnicą, iż oparta na zasadzie powszechnej równości i wolności jest postulowana na świecie przede wszystkim przez środowiska związane z tradycyjnie lewą stroną sceny politycznej. I jako taka nie może być odpowiedzią na troski i problemy współczesnego świata, czy współczesnej Polski. To, co bez wątpienia, czyni ją atrakcyjną to wola rozwiązywania problemów i dochodzenia do wyników na drodze konsensusu. Niechybnie emancypacja społeczeństwa i jego aktywizacja tak, aby było w stanie podejmować dyskusję na ważne tematy jest jak najbardziej pożądana. Jednakże uważam, iż o wiele ważniejsze jest tutaj pójście w stronę budowy w Polsce prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego. Społeczeństwa, w którym ludzie nie będą bali się korzystać z już zaproponowanych im praw i możliwości udziału w kształtowaniu władzy. Społeczeństwa, które wyborów powszechnych nie będzie traktowało jako zła koniecznego, jako przykrego obowiązku, ale jako przywileju i możliwości zmiany na lepsze. Społeczeństwa, w którym ludzie będą chcieli i potrafili organizować się w stowarzyszenia, organizacje i grupy tak, aby lepiej i efektywniej wpływać na władzę.

Właśnie na budowie takiego społeczeństwa powinniśmy się obecnie skoncentrować. Oczywiście należy przy tym uwzględniać różne drogi, możliwości i opcje, wśród nich bez wątpienia również możliwości i wnioski płynące z modelu demokracji deliberatywnej, ale powinniśmy tez spróbować stworzyć własny model, dopasowany do naszych warunków i stwarzający jak najlepsze warunki do rozwoju Polski i do zapewnienia dobrobytu Polakom.

Bibliografia:
1. Bachman K., Konwent o przyszłości Europy Demokracja deliberatywna jako metoda legitymizacji władzy w wielopłaszczyznowym systemie politycznym, Wrocław 2004
2. Cunningham F., Theories of Democracy A critical introduction,
London and New York 2001
3. Habermas J., Faktizitt und Geltung, Frankfurt/Main 1998
4. Knowles D., Political philosophy, London 2001
5. Mouffee Ch., Deliberative Democracy or Agonistic Pluralism, Vienna 2000
6. Reese-Schfer W., Jrgen Habermas, Frankfurt/Main 2001
7. Społeczeństwo i polityka, red. K.A. Wojtaszczyk; W. Jakubowski, Warszawa 2003
8. Kapitalista Powszechny, nr 4(77), Kraków 1999

Dodaj swoją odpowiedź