Filozofia - kim byl Sokrates?

Sokrates żył w latach 469 – 399 r. p.n.e.. Jest najbardziej tajemniczą postacią w całej historii filozofii. Nie napisał ani pół zdania, a mimo to należy do tych, którzy wywarli największy wpływ na rozwój myśli w Europie. Niemałe znaczenie miała także jego dramatyczna śmierć.

Wiemy, że przyszedł na świat w Atenach i większą część życia spędził na ulicach lub na rynku miasta, rozmawiając z napotkanymi ludźmi. „Drzewa na wsi niczego mnie nie nauczą” – mawiał. Często także można było go zobaczyć, jak przez wiele godzin stoi w jednym miejscu, głęboko pogrążony w myślach.

Już za życia traktowano go jak wielce tajemniczą osobistość, a po śmierci uznano za prekursora wielu różnych kierunków w filozofii. Właśnie dlatego, że był tak zagadkowy i wieloznaczny, powoływały się na niego kierunki bardzo różniące się między sobą.

Pewne jest, że jego brzydota stała się wręcz przysłowiowa. Był mały i gruby, miał wyłupiaste oczy i zadarty nos. Powiadano jednak, że dzięki przymiotom ducha był „chodzącym ideałem”. „Można szukać współcześnie, można szukać w przeszłości, ale nigdy nie znajdzie się człowieka takiego jak on”. A mimo to skazano go na śmierć za jego filozoficzną działalność.

Życie Sokratesa znamy przede wszystkim dzięki Platonowi, który był jego uczniem i sam stał się jednym z największych filozofów wszech czasów. Platon jest autorem Dialogów – czyli rozmów filozoficznych- w których zabiera głos Sokrates.

Kiedy Platon wkłada jakieś słowa w usta Sokratesa, nie mamy pewności, czy słowa te Sokrates wypowiedział naprawdę. Trudno jest więc ustalić, co było nauką Sokratesa, a co własnymi poglądami Platona.

Sedno działalności Sokratesa kryło się w tym, że pozornie nie starał się wcale pouczać ludzi. Przeciwnie, sprawiał wrażenie, że to on pragnie się czegoś od nich nauczyć. Nie dawał lekcji jak pierwszy lepszy nauczyciel, o nie, Sokrates jedynie rozmawiał.

Nie zostałby jednak sławnym filozofem, gdyby tylko przysłuchiwał się, co mówią inni, ani rzecz jasna nie skazano by go na śmierć. Sokrates rozpoczynał rozmowę od zadawania pytań.
W ten sposób udawał, że nic nie wie. (Jedno wiem, że nic nie wiem). W trakcie pogawędki zmuszał rozmówcę, by ten dostrzegł słabości w swoim sposobie myślenia. Przyparty do muru rozmówca musiał wreszcie rozróżnić, co jest prawdziwe, a co nie.

Matka Sokratesa była akuszerką i Sokrates porównywał swą działalność ze „sztuką położniczą” uprawianą przez akuszerki. To przecież nie akuszerka rodzi dziecko. Ona tylko jest obecna przy porodzie, pomaga położnicy. Sokrates uważał, że jego zadaniem jest pomagać „wydać na świat” właściwą wiedzę. Prawdziwe poznanie bowiem musi pochodzić z wnętrza każdego człowieka. Inni nie mogą mu go narzucić. Jedynie poznanie, które pochodzi z głębi, jest prawdziwą wiedzą.

Odgrywając rolę nieświadomego Sokrates zmuszał napotykanych ludzi, by :używali rozumu”. Sokrates potrafił udawać, że wie mniej i jest głupszy niż rozmówca. Nazywamy to :sokratyczną ironią”. W ten sposób mógł bezustannie wytykać słabości w sposobie myślenia Ateńczyków. Zdarzało się to na przykład na rynku – a więc publicznie. Spotkać się z Sokratesem mogło oznaczać tyle, co zrobić z siebie głupca i ośmieszyć się wobec zgromadzonego tłumu.

Rozpoczynając dialog, Sokrates prosi zazwyczaj swojego rozmówcę, by zdefiniował jakieś pojęcie abstrakcyjne, na przykład szczęście, cnotę czy odwagę. W dialogu „Laches” (tytuł pochodzi od imienia ateńskiego dowódcy będącego jednym z rozmówców) Sokrates pyta Lachesa i jeszcze jednego ateńskiego wodza o to, co ich zdaniem czyni obywatela dzielnym żołnierzem. W dalszej części dialogu Sokrates za pomocą kolejnych pytań wykazuje, że definicja odwagi i przykłady dzielnego zachowania podane przez obu rozmówców są sprzeczne z ich innymi poglądami na temat zachowań świadczących o czyjejś odwadze.

Nic dziwnego więc, że z czasem Sokrates zaczął budzić ogólną irytację i był uważany za dokuczliwego, zwłaszcza dla tych, którzy dzierżyli władzę. „Ateny są jak ospały koń – powiedział kiedyś Sokrates – a ja jak giez, który próbuje go ożywić”.

Sokrates bezustannie kąsał swych bliźnich wcale nie dlatego, że chciał im dokuczyć. Coś, co w nim tkwiło nie pozostawiało mu wyboru. Mawiał, że w jego wnętrzu odzywa się „boski głos”.

Odmawiał na przykład uczestnictwa w skazywaniu ludzi na śmierć, sprzeciwiał się także donoszeniu na przeciwników politycznych. W końcu przypłacił to życiem.

W 399 r. p.n.e. został oskarżony o „wprowadzanie nowych bogów” i o „zwodzenie młodzieży na manowce”. Niewielką większością głosów został uznany wynnym przez zgromadzenie liczące 500 osób.

Na pewno mógł prosić o ułaskawienie, a w każdym razie uratowałby głowę, gdyby zgodził się na opuszczenie Aten. Jeśliby jednak na to przystał, nie byłby Sokratesem. On cenił spokój własnego sumienia i prawdę – wyżej niż życie. Skazano go na śmierć. Nieco później, w obecności najbliższych przyjaciół opróżnił kielich z trucizną i zmarł.

Pytanie: Dlaczego Sokrates musiał umrzeć?, zadają sobie ludzie od ponad 2400 lat. On jednak nie jest jedynym człowiekiem w historii, który przeciągnął strunę i musiał przypłacić życiem za swe przekonania. Warto wspomnieć o Jezusie. Jest pomiędzy nimi wiele podobieństw.

I Jezus, i Sokrates uważani byli za postacie tajemnicze już przez swoich współczesnych. Żaden z nich nie zapisał swojego przesłania, jesteśmy więc zdani wyłącznie na wizerunki, jakie przekazali nam ich uczniowie. Pewne jest natomiast, że obaj osiągnęli mistrzostwo w sztuce prowadzenia rozmowy. Poza tym przemawiali z pewnością siebie, która mogła zachwycać, ale i irytować. Bardzo ważne jest również, że obaj uważali, iż przemawiają w imieniu kogoś od nich potężniejszego. . rzucali wyzwanie osobom sprawującym rządy w społeczeństwie, krytykując wszelkie formy niesprawiedliwości i nadużycia władzy. I na koniec: obaj swą działalność przypłacili życiem.
Również jeśli chodzi o procesy przeciwko Jezusowi i Sokratesowi, możemy dostrzec cechy wspólne. Obaj mogli prosić o ułaskawienie i tym samym uratować życie. Czuli jednak, że nie spełniliby swego powołania, gdyby nie dotrwali do końca. Właśnie dlatego, że ruszyli na spotkanie śmierci z podniesioną głową, zyskali sobie tysiące zwolenników również po śmierci.
Przeprowadzam to porównanie Jezusa i Sokratesa wcale nie dlatego po to, by stwierdzić, że byli tacy sami. Przede wszystkim chciałem powiedzieć, że obaj głosili przesłanie, którego nie da się oddzielić od ich osobistej odwagi.
Sokrates żył współcześnie z sofistami i tak jak oni bardziej interesował się człowiekiem i jego życiem aniżeli problemami filozofii przyrody. Pewien rzymski filozof, CYCERO, kilkaset lat po Sokratesie stwierdził, że „sprowadził on filozofię z nieba na ziemię, do miast, a nawet do domów, i kazał jej badać życie i obyczaje oraz to, co dobre, a co złe.
Sokrates różnił się jednak od sofistów w bardzo istotnej kwestii. Sam nie uważał się za sofistę – a więc uczonego, mędrca. W przeciwieństwie więc do sofistów nie przyjmował zapłaty za swe nauczanie. Nie, Sokrates nazywał siebie „filozofem”( ! ) w prawdziwym znaczeniu tego słowa.
„Filo – zof” znaczy „ten, który poszukuje mądrości”.

Bardzo ważne jest zrozumienie różnicy między sofistą a filozofem. Sofiści pobierali opłatę za swe mniej lub bardziej drobiazgowe objaśnienia i tacy sofiści przewijali się przez całą historię ludzkości. Myślę tu o tych, którzy są zadowoleni z niewielkiej wiedzy, jaką posiadają, albo też chlubią się, że świetnie orientują się w wielu zagadnieniach, o których tak naprawdę nie mają pojęcia.
Prawdziwy filozof, to ktoś zupełnie inny, wręcz całkowite przeciwieństwo. Filozof zdaje sobie sprawę, jak mało w gruncie rzeczy wie. Właśnie dlatego ciągle od nowa poszukuje prawdziwej wiedzy. Sokrates był jednym z takich rzadko spotykanych ludzi. Był świadomy, że nic nie wie o życiu i świecie. I, uwaga, teraz dochodzimy do najważniejszego: brak wiedzy naprawdę mu dokuczał.

Filozof więc to ktoś taki, kto przyznaje, że jest cała masa spraw, których nie rozumie. I bardzo mu to przeszkadza. Tym samym i tak jest mądrzejszy od wszystkich, którzy chwalą się, że znają się na rzeczach, o których nie mają pojęcia. Sokrates wiedział tylko jedno – a mianowicie, że nic nie wie.

Na pewno słyszeliście kiedyś o nowych szatach cesarza. W rzeczywistości cesarz był kompletnie nagi, ale nikt z jego poddanych nie śmiał mu tego powiedzieć. Dopiero jakieś dziecko zawołało, że król jest nagi. To było odważne dziecko. Sokrates także miał dość odwagi, by oznajmić, jak mało my, ludzie naprawdę wiemy.

Precyzując: ludzkość stoi w obliczu kilku bardzo ważnych pytań, na które jak na razie nie potrafimy znaleźć właściwych odpowiedzi. Otwierają się przed nami dwie drogi: możemy albo oszukiwać siebie i resztę świata twierdząc, że wiemy już to, co warto wiedzieć, albo też przymknąć oczy na owe poważne pytania i raz na zawsze postanowić więcej się tym nie zajmować. W ten sposób ludzkość dzieli się na dwa obozy. Ogólnie rzecz biorąc ludzie są albo bardzo pewni swej wiedzy albo też obojętni. To tak, jakby dzieliło się talię kart na dwie części. Na jeden stosik kładziemy czerwone karty, a na drugi czarne. Ale czasami z talii wyłania się dżoker, który nie należy ani do kierów, ani do kar, trefli czy pików. Sokrates był takim dżokerem w Atenach. Nie był ani pewny czegoś, ani obojętny. Wiedział tylko, że nic nie wie i nie dawało mu to spokoju. Stał się więc filozofem – kimś, kto się nie poddaje, kto niestrudzenie poszukuje pewnej wiedzy.

Podobno ktoś z Ateńczyków zapytał wyrocznię w Delfach, kto jest najmądrzejszym człowiekiem w Atenach. Wyrocznia odpowiedziała, że jest nim Sokrates. Kiedy on o tym usłyszał, łagodnie mówiąc, zdziwił się. Udał się natychmiast do miasta i odwiedził człowieka, który zarówno we własnych oczach, jak i w oczach innych uchodził za mędrca. Kiedy jednak okazało się, że człowiek ów nie potrafi udzielić Sokratesowi żadnej pewnej odpowiedzi na zadane pytania, Sokrates zrozumiał wreszcie, że wyrocznia miała rację.

Dla Sokratesa ogromnie ważne było znalezienie solidnego fundamentu naszej wiedzy. Uważał, że ów fundament odnalazł w ludzkim rozumie. Tak silna wiara w ludzki rozum sprawiła, że był typowym racjonalistą.

Wspomniałam już o tym, iż Sokrates uważał, że przemawia przezeń boski głos i że to „sumienie” mówi mu, co jest dobre i właściwe. Powiadał, że ten, kto wie co jest dobre, będzie także czynił dobro. Był przekonany, że właściwa wiedza prowadzi do właściwego działania i tylko ten, kto postępuje dobrze, jest „prawdziwym człowiekiem”. Postępujemy źle, bo nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dlatego tak ważne jest wzbogacanie naszej wiedzy. Sokrates zajmował się znalezieniem jasnych i powszechnych definicji tego, co dobre, a co złe. W przeciwieństwie do sofistów uważał, że zdolność rozróżniania między dobrem a złem tkwi w rozumie, a nie w społeczeństwie.

Ten ostatni pogląd trudno przełknąć. Sokrates uznał, że niemożliwe jest osiągnięcie szczęścia, jeśli działa się wbrew własnemu przekonaniu. Te, kto wie w jaki sposób stać się szczęśliwym człowiekiem, będzie próbował to osiągnąć. Dlatego ten, kto wie, co jest dobre, będzie także czynił dobro. Bo przecież chyba żaden człowiek nie chce być nieszczęśliwym?

Dodaj swoją odpowiedź
Język polski

Filozofia - kim byl Sokrates?

Sokrates żył w latach 469 – 399 r. p.n.e.. Jest najbardziej tajemniczą postacią w całej historii filozofii. Nie napisał ani pół zdania, a mimo to należy do tych, którzy wywarli największy wpływ na rozwój myśli w Europie. Niemałe zna...

Filozofia

Kim był Sokrates: idiotą, świętym, zbrodniarzem, a może jeszcze kimś innym?

Sokrates na trwałe wpisał się do historii jako wielki filozof grecki. To jemu przypisuje się sławną maksymę: „Wiem, że nic nie wiem". Jest też sławny z innego powodu - o jego procesie i mowie obronnej słyszał chyba każdy człowiek, a ...

Język polski

Rozważania o złożoności ludzkiej natury na podstawie dowolnie wybranych utworów.

Antropologia filozoficzna od wieków stara sie ostatecznie zdefiniowac jakie i czym jest czlowieczenstwo, odpowiedziec na pytania o istocie ludzkiej i wypracowac koncepcje czlowieka, która okresli jego nature. Tak samo jak etyka - istota ludzka jes...