Organizacje pozarządowe w kontekście społeczeństwa obywatelskiego i prasy.

1.Społeczeństwo obywatelskie

Coraz częściej w literaturze przedmiotu odnajdujemy postulat, aby porzucić analityczne rozważania o stopniu rozwinięcia w Polsce społeczeństwa obywatelskiego. Autorzy sugerują, aby w zamian za to zastanawiać się jakie są specyficzne dla naszej tradycji formy aktywności społecznej. Inaczej mówiąc: nie oglądajmy się na inne kraje ? zobaczmy, jakie jest polskie społeczeństwo obywatelskie, uchwyćmy jego specyfikę.
Jednak podejście to wydaje się służyć przekłamaniu rzeczywistości: możemy, rzecz jasna pominąć ogromną dyskusję na temat idei społeczeństwa obywatelskiego, jaka od epoki Oświecenia toczyła się w Europie i Ameryce i założyć, że społeczeństwo obywatelskie w Polsce mamy - nieco tylko inne, kształtowane przez naszą specyfikę historyczną.
Problem polega na tym, że z tą myślą wiąże się u nas wielkie nadzieje:
? budowa nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego traktowana jest jako jeden z najpoważniejszych celów transformacji ustrojowej;
? dzięki społeczeństwu obywatelskiemu powinniśmy być w stanie sprawniej rozwiązywać trapiące nas problemy społeczne;
? oczekujemy, że społeczeństwo obywatelskie lepiej przygotuje nas do wyzwań, jakie stoją przed nami ? zwłaszcza do integracji europejskiej.
Twierdzenie, że społeczeństwo obywatelskie wyrastające z polskich tradycji jest w stanie spełnić tę tak ważną rolę, nie do końca okazuję się zgodne z rzeczywistością. Słusznym wydaje się założenie, że należy podjąć rozważania analityczne i skonstruować pewien typ idealny nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego, potem zaś zastanowić się, czy i na ile sytuacja polska od tego typu idealnego odbiega.
Napotykamy tu na oczywisty problem ? nie ma jednej definicji społeczeństwa obywatelskiego. Trwający przeszło trzysta lat spór, w którym udział brali najwięksi spośród europejskich myślicieli nie mógł, rzecz jasna, dać nam jednej klarownej odpowiedzi na pytanie, czym jest społeczeństwo obywatelskie. Niemniej można zaobserwować powtarzalność pewnych stanowisk w tej dziedzinie.
Po pierwsze przyjęło się uważać, że społeczeństwo obywatelskie tworzone jest w opozycji do państwa ? nie musi chodzić tu o otwarty konflikt, raczej ? mówiąc kolokwialnie ? o wzajemne trzymanie się w szachu. W założeniu tym wymagana jest co najmniej pewna niezależność sfery obywatelskiej od instytucji państwowych. Po wtóre nieustannie powraca kwestia etyczna ? społeczeństwo obywatelskie i jego instytucje działają pro publico bono. Wreszcie ? aktywność obywatelska odbywa się w sferze publicznej, którą za Jrgenem Habermasem określić można jako przestrzeń dla demokratycznego uczestnictwa, poszukiwania konsensusu i porozumienia w kształtowaniu wspólnych norm. Powodem tego jest silne wartościowanie tego pojęcia. Pozytywne nacechowanie konceptu społeczeństwa obywatelskiego uzmysławia nam termin angielski ? civil society. Już za czasów Adama Fergusona i filozofów szkockiego oświecenia powszechne było utożsamianie ?obywatela? z ?człowiekiem cywilizowanym?. Nic więc dziwnego, że streszczając stan współczesnej debaty nad tym pojęciem Krishan Kumar zauważa, że zdaniem niektórych autorów koncept obywatelskości ?staje się nawet wyrazem cywilizacyjnej misji współczesnego społeczeństwa?.
W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem wydaje się skupienie na trudnościach, jakie musi na swej drodze napotykać społeczeństwo obywatelskie. W niniejszej pracy pragnę więc przyjrzeć się czynnikom, które mogą sprawiać, że ciężko uznać polskie organizacje pozarządowe za instytucje społeczeństwa obywatelskiego w pełnym tego słowa znaczeniu. Za Witoldem Morawskim pragnę skupić się zarówno na czynnikach instytucjonalnych czyli związanych z funkcjonowaniem organizacji pozarządowych a także instytucji państwa bądź władz lokalnych oraz odgrywającej coraz większą rolę ? prasy oraz na czynnikach jednostkowych tj. pewnych cechach polskiego życia zbiorowego, które sprawiać mogą, że działacz rodzimego NGO nieprędko przerodzi się w obywatela a nawet jeśli, to ?obywatelskość? jeszcze przez pewien czas dostępna będzie jedynie dla wybranych.
Wymieniając czynniki jednostkowe nasuwają się do powszechnie znane tezy o bierności Polaków, ich niechęci do angażowania się w działania zbiorowe i innych cechach, które kryją się w szeroko rozpowszechnionych pojęciach ?homo sovieticus? czy ?postawa roszczeniowa?. Dyskurs o społeczeństwie obywatelskim jest przeważnie dyskursem elit (do czego powrócę jeszcze w dalszej części pracy) ? stąd często powraca przekonanie, że ?Polacy jeszcze do społeczeństwa obywatelskiego nie dorośli?.
2.Czynniki jednostkowe mające wpływa na NGO

Na początek przyjrzyjmy się badaniom opinii publicznej przeprowadzanych najczęściej na zlecenie mediów. Wynika z nich, że Polacy generalnie rzecz ujmując deklarują, iż ludzie powinni raczej być gotowi do pomocy innym i wrażliwym niż dbać jedynie o własne sprawy. Zestawienie kilku kolejnych badań CBOS pokazuje co prawda, że nie mamy do czynienia z jednoznacznym wzrostem prospołecznych postaw, niemniej jednak w ciągu ostatnich czterech lat od 56% do 61% ankietowanych deklarowało, że ważniejsza dla nich jest pomoc innym ludziom. Cieszy także fakt, że większość respondentów stwierdza, iż działając wspólnie można rozwiązać pewne problemy swojego środowiska lokalnego. W 2002 roku twierdziło tak 50% respondentów, o tyle w styczniu bieżącego roku wiarę we wspólne działania deklarowało 63%. Inne badania CBOS wykazują, że Polacy nieco chętniej deklarują gotowość do współdziałania w sferze prywatnej, przeważnie wspólnie z najbliższymi znajomymi. W roku 2004 większość (59%) badanych twierdziła, że skłonni są pożyczać znajomym różnego rodzaju wartościowe rzeczy; niewiele mniej, bo 54% respondentów przyznało, że podjęłoby się pracy na rzecz potrzebujących.
Trudno jednak nie przytoczyć innych danych, które mówią, że na pytanie ?czy ludzie tacy jak pan/pani mają wpływ na sprawy kraju? aż 83% badanych udziela odpowiedzi negatywnej; 63% twierdzi, że nie ma wpływu na sprawy swego miasta czy gminy. Wyniki te wymuszają większy sceptycyzm w kontekście wiary badanych w efektywność wspólnych działań. Można powiedzieć, że o ile Polacy wierzą w kapitał społeczny, o tyle problem mają wciąż z tym, co Mirosława Marody nazywa ?kapitałem psychologicznym?, czyli zbiorem przekonań określających nasze poczucie bezradności bądź kontroli nad własnym życiem. Niemniej jednak można sformułować przynajmniej jedną optymistyczną tezę: niezależnie od tego jakie działania są rzeczywiście przez ludzi podejmowane, wzrasta świadomość tego, że należy działać wspólnie z innymi na rzecz poprawy sytuacji w swym otoczeniu.
Niestety dane dotyczące rzeczywistych działań rozczarowują: na pytanie o to, czy w minionym roku badani angażowali się w jakiekolwiek prace na rzecz swego środowiska, na rzecz Kościoła, potrzebujących itd. zaledwie 23% badanych odpowiada pozytywnie. Zwróćmy jednak uwagę, że niekoniecznie oznacza to aktywność spełniającą kryteria obywatelskości wymienione we wstępie niniejszej pracy. Dane organizacji Klon/Jawor odnośnie wolontariatu również każą zastanowić się, czy aby nie nadużywamy pojęcia ?obywatelskie? w odniesieniu do aktywności Polaków. Najwięcej, 2,9% ludzi udzielało się w organizacjach kościelnych; na dalszych miejscach znajdowały się organizacje pomocy charytatywnej, organizacje sportowe, edukacyjne i ratownicze. O ile można zakładać, że organizacje te działają pro publico bono, to raczej próżno szukać u działaczy klubów sportowych chęci angażowania się w prawdziwie demokratyczne działania, oparte na konsensusie kształtowanie norm życia zbiorowego.
Nieco bardziej precyzyjnego obrazu dostarczają badania jakościowe opisujące aktywność w społecznościach lokalnych. Po pierwsze stwierdzić trzeba, że pewnym problemem, który sprawiać może, że w Polsce przez pewien jeszcze czas nie będą rozwijać się działania obywatelskie w pełnym znaczeniu tego słowa jest problem niepełnej tożsamości lokalnej. Brak pełniejszego zaangażowania w życie społeczne może sprawiać, że co prawda Polacy mogą nawet udzielać się w organizacjach pozarządowych, ale będzie to uczestnictwo cokolwiek płytkie, nastawione może na rozwiązywanie pewnych doraźnych problemów, ale niekoniecznie ?obywatelskie? ? z całą pewnością nie takie obywatelstwo mieli na myśli Locke, Kant, Hegel, Tocqueville czy Habermas.
Na koniec tej części rozważań należy wspomnieć o jeszcze jednym spośród czynników jednostkowych, tak banalnym w swej prostocie, że często nieuwzględnianym w dyskusjach. Mam tu na myśli kwestię zamożności Polaków. Powszechnie znany jest fakt, że ponad połowa mieszkańców kraju żyje poniżej minimum socjalnego; mniej osób wie, co w istocie termin ten oznacza (stąd też, szczególnie w mediach, jest on nieprzyzwoicie wręcz nadużywany). Minimum socjalne liczone jest na postawie pewnego koszyka dóbr, które pozwalają na udzielanie się w życiu społecznym. Banalne jest zatem stwierdzenie, że wielu ludzi na obywatelską aktywność najzwyczajniej nie stać. Praca nie gwarantuje dostatecznie wysokich zarobków. Odwołując się do danych GUS można stwierdzić, że blisko 20% pracujących otrzymuje dochody poniżej 50% przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, czyli ok. 1200 złotych. Może więc paradoksalnie poziom aktywności społecznej Polaków jest, jak na warunki, bardzo wysoki.
3.Czynniki instytucjonalne mające wpływ na NGO

Uwzględnić trzeba jednak drugi poziom analizy, związany z czynnikami instytucjonalnymi. Otóż wydaje się, że najbardziej znaczącą przeszkodą, która sprawia, że organizacje pozarządowe będą miały trudności ze staniem się istotnymi aktorami społeczeństwa obywatelskiego jest kwestia ich współpracy z administracją. Jak podaje raport organizacji Klon/Jawor najwięcej, bo 30% dochodów polskich NGO pochodzi z finansowania publicznego; oznacza to, że w miejsce obywatelskiej niezależności od władzy nierzadko mamy do czynienia z mniejszym lub większym podporządkowaniem. Piotr Frączak i Ryszard Skrzypiec piszą wręcz, że ?system paternalistyczny (?) stał się swoistą plagą sektora?. Być może jest to zresztą jeden z powodów, dla których polski trzeci sektor jeszcze przez dłuższy czas powinien kojarzyć się głównie z klubem sportowym.
Czytając swego czasu wywiad z pewnym radnym w niewielkim miasteczku w zachodniej Polsce poznałam długą opowieść o tym, że lokalna drużyna piłkarska jest chętnie dotowana przez burmistrza, który przez zbliżającymi się wyborami ?lubi? zgromadzić mieszkańców miasta na stadionie, by obejrzeli mecz ? a przy okazji samego burmistrza, który ów mecz zorganizował.
Dotykamy tu rzeczy niezwykle istotnej ? nie chodzi bowiem wyłącznie o utyskiwanie, że ?polskie społeczeństwo toczy rak korupcji?. Nikt nie oczekuje przecież, że do organizacji pozarządowych będą rekrutować się jedynie ludzie święci i będący zawsze poza wszelkim podejrzeniem ? budowanie reform społecznych na podobnych założeniach nie kończy się zazwyczaj niczym dobrym. Kłopot jednak w tym, że korupcja w sektorze pozarządowym odsłania boleśnie prawdziwą słabość polskiego życia obywatelskiego. O ile nie można powiedzieć, że ?gdzie NGO tam obywatele?, o tyle z całą pewnością powiedzieć można, że gdzie współpraca organizacji pozarządowych z władzą zaczyna przybierać formy określane przez Adama Podgóreckiego mianem ?brudnej wspólnoty?, tam szwankuje zaangażowanie obywatelskie mieszkańców, nie roztaczają oni bowiem społecznej kontroli nad życiem publicznym w swojej wspólnocie lokalnej.
Wreszcie, w tym miejscu warto zwrócić uwagę na pewien nieprzyjemny paradoks, otóż ?szkodliwość? pewnych NGO utrudnia działanie innym, potencjalnie lepszym. Dla przykładu, wiele mówi się o zjawisku tzw. eko ? haraczy, tworzeniu organizacji pozarządowych zajmujących się kontestowaniem różnego rodzaju inwestycji, by wymusić odszkodowanie. W rezultacie stowarzyszenia prawdziwie ekologiczne, bądź sprzeciwiające się różnego rodzaju inwestycjom z pobudek wyższych niż tylko finansowe mają czasem prawdziwe kłopoty z zarejestrowaniem swej działalności ? na to, by nie pozostawać gołosłownym, uskarża się warszawskie stowarzyszenie ?Chomiczówka Przeciwko Degradacji?, którego członkowie twierdzą, że miasto stołeczne robiło wszystko, byle tylko nie zaakceptować statutu ? prezydent Warszawy odwołał się nawet od decyzji sądu, który statut stowarzyszenia zaakceptował.
Niemniej jednak są i inne powody, dla których organizacje pozarządowe i administracja pozostają w nazbyt bliskich stosunkach. Najprostszy z nich jest taki, że często są to ci sami ludzie; Piotr Frączak pisze o organizacjach pozarządowych, ?które były zakładane przez (lub z inicjatywy) urzędników by przejmować część zadań gminnych bądź zdobywać dodatkowe środki na realizację tych zadań?. Nawet, jeśli nie mamy do czynienia z oczywistymi przypadkami korupcji, to i tak tego typu zjawiska powodują pewne zakłócenia w sposobie rozdzielania pieniędzy przez administrację. Co więcej zaskakujące jest to, że nie zawsze zjawisko tworzenia NGO przez ludzi ewidentnie związanych z administracją traktowane jest jako sprawa wstydliwa; w studiach przypadków cytowanych w raporcie Współpraca organizacji pozarządowych z samorządem wątek podobny powraca kilkakrotnie i ani razu nie towarzyszy mu sygnał, że ? mówiąc kolokwialnie ? coś jest nie tak.
Interesującego obrazu dostarczają przeprowadzone przed kilku laty badania programów reintegracji społecznej nagrodzonych przez Ministerstwo Pracy; okazało się, że w wielu przypadkach organizacje pozarządowe musiały dostosowywać swą działalność do wymogów finansujących je urzędników. Nie była to nawet kwestia korupcji; po prostu mając po temu możliwość urzędnicy administracji publicznej starają się roztoczyć pewną kontrolę nad trzecim sektorem ? co wydaje się stać w sprzeczności z ideą państwa i obywateli trzymających się nawzajem w szachu; jedna ze stron ma tu ewidentnie dużo większe możliwości kontrolowania drugiej. Jeden z autorów przywoływanych tu badań napisał: ?sukces badanych programów wynikał nie tyle z trafności rozpoznania potrzeb i problemów społeczności, w jakich przyszło organizacjom działać, ale raczej z trafnego rozpoznania preferencji lokalnych funkcjonariuszy?.

4. Klientelizm

Wszystko to razem każe sięgnąć do prac socjologów zajmujących się niegdyś zjawiskiem klientelizmu ? okaże się zapewne, że zjawisko to pozostaje nadal istotne dla opisu polskiej rzeczywistości. Jacek Tarkowski pisał, że zjawisko klientelizmu musi nieuchronnie pojawić się w gospodarce planowanej, rodzi ona, bowiem niepewność i nieefektywny system rozdzielnictwa ? klientelizm powoduje zaś redukcję niepewności. Inny znakomity socjolog, Winicjusz Nawojek stworzył przed laty kategorię ?upaństwowionego społeczeństwa?; chodziło o to, że tam, gdzie wszystko regulowane jest przez państwo nieuchronnie dojść musi do budowania swoistej tożsamości wyłącznie poprzez kontakty z ośrodkami władzy politycznej i administracyjnej. Wygląda na to, że Narojek i Tarkowski mieli rację, a zjawisko klientelizmu, jako swego rodzaju ?dziedzictwo PRL-u? jeszcze przez pewien czas będzie w znaczący sposób ograniczało możliwości rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w Polsce.
Przed laty w eseju Etyka bez kodeksu Leszek Kołakowski pisał o myśleniu konserwatywnym, wedle, którego ?świat i tak nie może być rajem, a więc w ogólności nie warto go naprawiać?. Autorce niniejszej pracy bez wątpienia można zarzucić konserwatyzm; snute przeze mnie powyżej ?marudzenie? nad ?nieobywatelskością? polskiego sektora pozarządowego było wszak skontrastowane cierpką uwagą, że ? zważywszy chociażby na zamożność społeczeństwa polskiego ? trzeba uznać, iż sektor ten i tak ma się całkiem nieźle. Co więcej próbowałam pokazać, że obok tradycji obywatelskich ? za takie powszechnie uważa się na przykład tradycję opozycji demokratycznej w PRL, ale należy też wspomnieć fakt, że w okresie międzywojennym wiele rozwiązań z dziedziny np. polityki społecznej opartych było na aktywności ludzi ? mamy też w Polsce niechlubną tradycję patronażu i klientelizmu, która sprawia, że polskie społeczeństwo obywatelskie nie jest wcale obywatelskie ? nie spełnia, bowiem podstawowego kryterium niezależności od władzy politycznej. Zarzut konserwatyzmu byłby jednak błędny; nie twierdzę wcale, że trzeba nadmiaru dobrej woli czy optymizmu aby znaleźć w społeczeństwie polskim organizacje prawdziwie obywatelskie. Wierzę jednak, że w miejsce entuzjazmu dla tego, co jest, potrzeba rzetelnej i otwartej dyskusji o trudnościach, jakie napotyka na swej drodze sektor pozarządowy ? nawet, jeśli ceną tej dyskusji miałoby być oskarżenie niektórych spośród NGO o ?nieobywatelskość? i swego rodzaju zdeprecjonowanie pewnych działań, nawet jeśli są to działania podejmowane w imię najlepszych intencji.



Bibliografia:

1. Bąk M., Kulawczuk P., Szcześniak A., Współpraca organizacji pozarządowych z samorządem, Fundacja ?Instytut Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym?, Warszawa 2002
2. CBOS, Gotowość do współpracy z innymi ludźmi, Komunikat z badań 2004
3. CBOS, Stan społeczeństwa obywatelskiego w latach 1998-2006, Komunikat z badań 2006
4. Frączak P., Między współpracą a konfliktem: dylematy relacji między organizacjami pozarządowymi a władzami lokalnymi w: Rymsza M. (red.) Współpraca sektora obywatelskiego z administracją publiczną, Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2004
5. Frączak P., Skrzypiec R., Główne mechanizmy korupcjogenne występujące w działalności organizacji pozarządowych w: Przejrzysta gmina. Organizacje pozarządowe. Korupcja. Raport z badań, Ośrodek Badania Aktywności Lokalnej, Warszawa 2002
6. Frączak P., Skrzypiec R., Od usankcjonowanego zwyczaju do modelowych rozwiązań ? raport z badań w: Przejrzysta gmina, Ośrodek Badania Aktywności Lokalnej, Warszawa 2002
7. Giza-Poleszczuk A., Marody M., Rychard A., Strategie i system. Polacy w obliczu zmiany systemowej, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa 2000
8. Herbst J., Oblicza społeczeństwa obywatelskiego, Ośrodek Badania Aktywności Lokalnej, Warszawa 2005
9. Hryniewiecka A., Zlecanie zadań pomocy społecznej organizacjom pozarządowym ? przykład gminy Warszawa-Centrum, w: Rymsza M. (red.) Współpraca sektora obywatelskiego z administracją publiczną, Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2004
10. Klon/Jawor, Wolontariat, filantropia i 1% - raporty z badań 2004
11. Kurczewski J., Lokalne społeczeństwa obywatelskie w: Jacek Kurczewski (red.) Lokalne społeczności obywatelskie, Instytut Stosowanych Nauk Społecznych, Warszawa 2003
12. Mandes S., Trutkowski C., Kapitał społeczny w małym mieście, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2005
13. Marody M., Społeczeństwo poobywatelskie?, Fakt ? Europa, nr 30 (27.10.2004)
14. Morawski W.,: Jak jednostka staje się obywatelem? Próba rozważań o warunkach i metodach konstytuowania się obywatela w Polsce w: Kazimierz W. Frieske, Morawski W. (red.) W biegu czy w zawieszeniu? Ludzie i instytucje w procesie zmian, Instytut Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1994
15. Narojek W., Perspektywy pluralizmu w upaństwowionym społeczeństwie, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa 1994
16. Pietrzyk-Reeves D., Idea społeczeństwa obywatelskiego: współczesna debata i jej źródła, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, Wydawnictwa Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2004
17. Poławski P., Samorządowcy i społecznicy ? strategie wzajemnego przystosowania, w: Frieske K. (red.) Utopie inkluzji, Instytut Pracy i Spraw Socjalnych, Warszawa 2004
18. Pyszczek G., Środowiska kultywujące tradycje lokalne ? społeczne otoczenie i uwarunkowania w: Kurczewska J. (red.) Oblicza lokalności, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa 2004
19. Strzeszewski M., Wenzel M., Postawy wobec demokracji, w: Zagórski M., Strzeszewski M. (red.) Polska, Europa, świat. Opinia publiczna w okresie integracji, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2005
20. Tarkowski J., Patronaż w scentralizowanym systemie socjalistycznym w: KwaśniewskiJ., Sobiech R., Zamecka J. (red.) Zaradność społeczna. Z badań nad społecznymi inicjatywami w dziedzinie rozwiązywania problemów Polski lat osiemdziesiątych, Ossolineum, Wrocław 1990
21. Wnuk-Lipiński E., Socjologia życia publicznego, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2005


UWAGA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Praca została napisana jako praca zaliczeniowa na politologie i oceniona na 5 w DSW we Wrocławiu
wiec drodzy koledzy z DSW pilnujcie sie :)

Dodaj swoją odpowiedź