„Życie podobnie jak proces można wygrać lub przegrać”. Rozwiń myśl, odwołując się do postaw wybranych bohaterów literackich.

„Sąd to instytucja decydująca, która ze stron ma lepszego adwokata”.?

Myślę, że tak właśnie jest. Sposób, w jaki się bronimy, argumenty, jakich użyjemy, i to, w jaki sposób wszystko to przedstawimy, decyduje o końcowym wyniku. W tym wypadku decyduje o tym, czy swoje życie wygramy, czy przegramy. W procesie tym możemy liczyć tylko na siebie. Nie dostaniemy adwokata z urzędu. Musimy obronić się sami! To, czy wy-gramy zależy tylko i wyłącznie od nas.

„Życie jest tylko przechodnim półcieniem,
Nędznym aktorem, który swą rolę
Przez parę godzin wygrawszy na scenie
W nicość przepada - powieścią idioty,
Głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą.”
William Shakespeare

Może i tak. Może jest tylko przechodnim półcieniem czy nędznym aktorem. Jedno jest jednak pewne – należy je przeżyć w taki sposób, by nikt nigdy nie przeszedł obojętnie obok naszego grobu…
„Życie podobnie jak proces można wygrać lub przegrać” – to temat zahaczający o zagadnienia filozoficzne. Należy najpierw wyznaczyć kryteria; co to znaczy „wygrać życie”, a co znaczy życie „przegrać”. Zależy to bowiem od punktu widzenia różnych ludzi. Dla tych mniej wymagających „nie przegrać życia” to po prostu dotrzeć do sędziwego wieku bez zbędnych problemów, nie wychylając się zanadto w żadną ze stron. Dla innych jednak „wy-grać życie” znaczy coś o wiele więcej.

„Umrzeć to nie sztuka, natomiast sztuką jest żyć.
Prawdziwym arcydziełem jest żyć i nie zejść na psy.
Więc naucz się częściej siebie kontrolować,
Bo bardzo jest łatwo w piachu wylądować.
Dragi i seks to bardzo śliska sprawa,
To w żadnym wypadku nie jest ku...a zabawa,
Więc zanim coś zrobisz zastanawiaj się długo,
Bo później i dla ciebie może też być już za późno…”.
Li®oy

W pełni się z tym zgadzam. Jest to bardzo łatwe do zaobserwowania w naszym spo-łeczeństwie. W dzisiejszych czasach niesamowicie łatwo jest się zagubić młodemu człowie-kowi. Ciągłe dyskoteki i zabawy, a na nich alkohol, seks, narkotyki i przemoc. Ilu młodych ludzi znajduje się w więzieniu, ilu w poprawczaku. A ilu już nie żyje? Taki obraz jest wi-doczny wszędzie. Jest wysyłany do młodzieży przez media i prasę, ale przede wszystkim przez innych kolegów i życzliwych „przyjaciół”. To wszystko pomaga zbłądzić. Pomaga przegrać życie.
Wygrać życie to nie stoczyć się.
Aby udowodnić prawdziwość tej tezy przedstawię tu kilku bohaterów, a właściwie kilka bohaterek. Przez część ich życia toczył się proces, w którym mogły wygrać lub przegrać swoje życie dosłownie i w przenośni.
Pierwszą z nich jest polka – Barbara Rosiek autorka i jednocześnie bohaterka książ-ki pt. „Pamiętnik narkomanki”. Jest to „żywcem” spisany oryginalny pamiętnik młodej dziewczyny. W wieku ok. 15 lat w dzień wagarowicza pierwszy raz spróbowała narkotyków. Nowo poznany kolega zaaplikował jej kompot z maków. Momentalnie wszystko przestało się dla niej liczyć. Szkoła, dawni przyjaciele, rodzina. Liczyło się tylko to, że jest jej dobrze. W krótkim czasie zaczęła regularnie zażywać narkotyki. W wakacje wyjeżdżała na pola zbierać maki. Była uzależniona. Narkotyki zaczęły wykańczać jej organizm i umysł. Jednak w mo-mencie, w którym dowiedziała się, że jej kolega (z dnia wagarowicza) popełnił samobójstwo (wstrzykując sobie zabójczą dawkę kompotu, tzw. „złoty strzał”) podjęła decyzję o podjęciu walki o własne życie. Trwała ona bardzo długo. Rzeczywiście, można to nazwać walką o ży-cie. Mogła liczyć tylko na siebie, gdyż w przypadku uzależnień pomóc może tylko silna wola. Dziewczyna przestawała brać, to znów zaczynała. Tylko od niej zależało, czy przestanie brać, czy nie. Było bardzo trudno, walkę tę jednak wygrała. Teraz pracuje w instytucie do walki z narkomanią. Pomaga ludziom, którzy mają problem, z którym ona już się uporała.
Drugą osobą jest Niemka – Christiane F., bohaterka książki pt. „My, dzieci z dworca ZOO”. Jej historia jest podobna. Brać zaczęła zaczynając od haszyszu przez LSD, a na hero-inie kończąc. Narkotyki zrobiły z niej wrak człowieka. Aby zarobić na działkę zaczęła sprze-dawać własne ciało. Ona również próbowała przestać. Była w kilkunastu instytucjach i sek-tach, z których zawsze uciekała. Otrząsnęła się dopiero wtedy, gdy od narkotyków zginęła jej przyjaciółka Babette s. Była ona najmłodszą ofiarą heroiny w Berlinie. Po tym zdarzeniu Christiane podjęła walkę. Zaczął toczyć się proces, w którym stawką było jej własne życie. Nie mogła już na nikogo liczyć, nawet własna matka odwróciła się od niej. Tylko od niej za-leżało, czy proces ten wygra, czy przegra. Mogła przegrać swoje życie – dosłownie i w prze-nośni. Zaczęła od zerwania wszystkich znajomości - między innymi tych narkomańskich. Przeniosła się do swojej babci na wieś, z dala od wielkiego miasta, jakim jest Berlin. Z dala od stolicy narkomanii, a także od swojego chłopaka – narkomana. Dostała ostatnią szansę wyjścia z nałogu i dobrze ją wykorzystała. Zaczęła nowe życie.
Przytoczyłem te dwa przykłady, ponieważ bardzo dobrze widoczna jest tu walka o życie. Walka, która zakończyła się zwycięstwem, a teraz udokumentowana w postaci książek (a w przypadku „Dzieci z dworca ZOO” nawet filmem) – stała się przestrogą dla innych lu-dzi. W ten sposób ich życie nie zostało zmarnowane. Wygrały proces o życie, a nagrodą jest wieczna pamięć o nich.
Wygrać życie to spełnić marzenia.
Dla innych ludzi „wygrać życie” znaczy coś zupełnie innego. Ludzie ci mają jakiś cel przed sobą. Mają marzenia, które chcą za wszelką cenę spełnić. Wytrwale pokonują wszelkie przeszkody napotykane na drodze do spełnienia swych marzeń.

„Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem - i tak - ewig - usque ad finem
- [wiecznie - aż do końca].”
Teodor Józef Konrad Korzeniowski

Zdarza się, że marzenia te cenią wyżej nawet niż własne życie…
Postacią ważną dla mnie ze względu na postawę jest Janko Muzykant. Chłopcem ponad wszystko pragnącym grać na skrzypcach. Nie było to jednak możliwe z powodu wielkiej biedy panującej w jego wsi. Siła marzeń chłopca była jednak tak wielka, że dzięki niej potrafił przezwyciężyć trudności. Zrobił sobie z drewna instrument imitujący skrzypce, lecz nie satysfakcjonowały go dźwięki, jakie ów instrument wydawał. Nie przestał jednak marzyć. Zakradł się do posiadłości pana wsi (właściciela pięknych skrzypiec), aby choć dotknąć instrumentu, którego pragnie od tak dawna. Udało mu się to, niestety został złapany i posądzony o kradzież. Karą za to było mocne zbicie. W wyniku odniesionych urazów i wycieńczenia głodem (żywił się marchewką) – umarł. Umarł przez swoje marzenie… Marzenie, które jednak zostało spełnione. Czy warto było? Niektórzy stwierdzą, że nie. Ja twierdzę, że tak. Spełniło się bowiem jego największe marzenie. Marzenie, którym karmił się całe życie. Marzenie, dla którego żył… Myślę zatem, że warto było dla niego poświęcić własne istnienie. Uważam, że Janko, mimo iż umarł w tak młodym wieku – wygrał proces o swoje życie. Wygrał spełnione marzenie…
Do spełnionych marzeń jeszcze wrócę.
Moim zdaniem „wygrać życie” znaczy żyć dobrze. To logiczne. Jednak

„Logika zabija życie”.
Antoine de Saint-Exupery

Nie mógłbym nie wspomnieć w tej pracy o wielkim dziele tegoż autora. Mowa tu o oczywiście o „Małym Księciu”. Utwór ten jest niesamowicie piękny, niestety niepotrzebnie przeznaczony na lekturę dla którejkolwiek klasy podstawówki. Ten rocznik nie rozumie prze-słania tego dzieła, (chociaż kilka osób zrozumiało).
Wygrać życie to znaleźć w nim to, co najważniejsze.
Utwór „Mały Książę” opowiada o przygodach chłopca, który przybywa na ziemię, i próbuje zrozumieć zależności, które rządzą światem. Po spotkaniu z kilkoma osobami i lisem wreszcie zrozumiał. Dla niego wszystko jest proste. Dzięki swoim nowym przyjaciołom z ziemi znalazł sens życia. To nie liczby, pieniądze są w życiu najważniejsze. Nie władza, sła-wa i autorytety. Zrozumiał, że:

„(...) dobrze widzi się tylko sercem.
Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.”
Antoine de Saint-Exupery

Najważniejsze dla człowieka są zaufanie, przyjaźń i miłość. Mały Książę umarł po to, by znów mógł się zobaczyć ze swoją ukochaną różą. I znów to pytanie: „Czy warto?” Na pewno tak, bo

„Tylko człowiek, który kochał, umiera jak człowiek.”
Antoine de Saint-Exupery

Mały Książę wygrał swoje życie, ponieważ znalazł jego sens. Znalazł swoją miłość. Przez swoją śmierć połączył się z różą.
Omówiłem trzy sposoby wygrania swojego życia. Jest ich na pewno o wiele więcej. Ja omówię jeszcze jeden. Sposób, aby nasze życie było dobre, a więc wygrane.

„Dobre życie okupuje się często męką i cierpieniem i nie wolno tego nigdy zapomnieć, aby dobro nie spłoszyło się niewdzięcznością.”
Zofia Kucówna

Wygrać życie to poświęcić się dla innego człowieka.
Tak. Życie oddane za innego człowieka, często przez mękę i cierpienie z pewnością jest dobre. Jest z pewnością wygrane. Mógłbym teraz opisać wiele osób, które zginęły by ra-tować innych. Zośka (Kamienie na szaniec), Prometeusz (Mitologia) – te postacie nasuwają się same. Jednak nie opiszę żadnej z nich. Opiszę postać fikcyjną z jednej z moich ulubionych książek. Jest to powieść Stephena Kinga pt. „Zielona mila”.
„Zielona mila” – to droga od celi śmierci do krzesła elektrycznego. Nazwali ją tak sami więźniowie oczekujący na egzekucję. Mila, ponieważ była długa, aż do innego budynku. Zielona, ponieważ posadzka, którą była wyłożona miała taki właśnie kolor.
Utwór ten opowiada o ponad dwumetrowym murzynie, który nie pamięta swojego imienia. Miał on niezwykłą moc uzdrawiania a czasem nawet wskrzeszania. Został on znale-ziony przez policję przy dwóch martwych dziewczynkach, które zamordował i zgwałcił jakiś maniak. Murzyn chciał je uzdrowić, sąd jednak zdecydował się posłać go na krzesło elek-tryczne za morderstwo. Egzekucji miał dokonać jeden z policjantów. Stało się to o tyle trud-ne, że oboje się ze sobą zaprzyjaźnili. Policjant prowadził prywatne śledztwo, próbował zna-leźć dowód niewinności murzyna. Dzień przed egzekucją murzyn miał do wyboru; uzdrowie-nie żony policjanta i śmierć, czy wolność. Był on jednak niesamowicie dobry. Kochał ludzi ponad wszystko. Życie innych cenił ponad własne. Uzdrowił żonę policjanta, po czym egze-kucja została wykonana.
Nie trzeba już pytać „czy warto”, ponieważ jest to jasne. Oddał życie za innego człowieka. W ten sposób nie można go przegrać. Przegrał proces o życie na ziemi, lecz wy-grał w niebie.
Innym wartym poruszenia przykładem poświęcenia się jednostki jest mesjanizm. Mesjanizm, czyli przypisywanie jednostce roli zbawiciela. Najlepszym jego przykładem jest oczywiście Konrad z „Dziadów cz. III” Adama Mickiewicza.
Konrad – poeta, więzień polityczny i jednocześnie bojownik o wolność. Siłą swoje-go ducha pragnie wznieść się nad światem, aby poznać przyszłość, porównywał się do orła (ptaka królewskiego). Nie jest rozumiany przez innych. Zrozumienie jego pieśni nie jest mu jednak potrzebne. Romantycy bowiem uważali, że:

„Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie”.

Poeta zbliżył się do Stwórcy i mocą swojej pieśni wyzwał go na pojedynek:

„Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż ty większego mogłeś zrobić – Boże?”

Buntując się przeciwko prawom stwórcy, bohater kierował się miłością do ludzi, pragnie ich uszczęśliwić, a narodowi polskiemu przywrócić wolność, nawet za cenę własnego życia:

„Ja kocham cały naród! (…)
Nazywam się Milijon – bo za milijony
Kocham i cierpię katusze”.

Konrad wyzywając Boga do walki „na serca” posuwa się do groźby bluźnierstwa. Sprzeciwia się Bogu w imię miłości do całego narodu. Prometejski bunt Konrada sprowadził na niego nieszczęście i ukazał jego niemoc. Poeta zgrzeszył pychą, negując boską miłość i domagając się absolutnej władzy nad ludźmi. Naraził się tym na wieczne potępienie i piekło. Jeżeli nie miało to pozytywnych skutków – czy warto było? Czy Konrad wygrał, czy przegrał przez to swoje życie? Odpowiedź na to pytanie nie jest już tak prosta. Myślę jednak, że tak, że jest on wygranym. Jest wygranym, ponieważ podjął próbę ocalenia swej ojczyzny, nieważne z jak wielką cenę. Warto zaryzykować swoje życie i zbawienie dla ocalenia ludzkości, a nawet świata. Warto to zrobić choćby dla udowodnienia swojej miłości, bo

„Jedynie miłość rozumie tajemnicę: innych obdarować i samemu przy tym stać się bogatym.”
Clemens von Brentano

Omówiłem kilka sposobów na to, aby wygrać życie. Omówię teraz ostatni. Nie bę-dzie poparty żadną postacią, utworem ani cytatem, lecz fragmentem wiersza:

„(…)bardzo mało czasu
zostało ci
byś dokonał czegoś
by za kilka lat nikt
nie przeszedł obojętnie
obok twej mogiły.
Robisz coś?
Bo ja brudzę kartki
niepotrzebnymi słowami.
Wiem, że to niedużo lecz
cóż mogę zrobić
więcej?”
Marcin Ostrowski

Wygrać życie to pozostawić coś po sobie.
Tak, właśnie o to chodzi. Trzeba zostawić coś na świecie, aby ludzie o nas pamięta-li. Nie chodzi mi tu o płytę pomnikową. Trzeba całe życie wykonywać coś wielkiego, coś, z czego będziemy dumni. Musimy przynajmniej próbować to robić. Jestem pewien, że życie każdego sławnego człowieka nie jest przegrane. Sławnego w dobrym tego słowa znaczeniu. Sława każdego wielkiego człowieka okupiona jest ciężką pracą, wyrzeczeniami i poświęce-niem. Czy takie życie mogłoby być przegrane? Na pewno nie! Wszystkie te osoby wygrały swoje życie, podobnie jak wygrywa się proces…

Ostania postać nie będzie bohaterem literackim, ani w ogóle żadnym bohaterem. Tą postacią jestem ja sam. Obecnie nie widzę powodów, aby dalej ciągnąć to życie. Coraz więcej rzeczy przemawia za tym, aby je skończyć. Tyle, że… Mam trzy marzenia, które pielęgnuję prawie od urodzenia. Cały czas staram się spełnić, chociaż jedno… Te marzenia to:

1. Napisać książkę (w tej chwili jestem w trakcie spełniania)
2. Nagrać płytę (być może kiedyś…)
3. Nakręcić film (sfera marzeń)

Poza tym nie zszedłem jeszcze „na psy”, staram się pomagać osobom, które o to proszą. Wiem, co to przyjaźń i mam kogo kochać…

Przedstawiłem tu sposoby, w jakie można wygrać życie w ciągle toczącym się procesie. Nie można zejść z dobrej drogi, choć w dzisiejszych czasach to bardzo łatwe. Trzeba mieć marzenia. To one są światłem naszego życia. Mając cel w życiu, jest ono bardziej znośne. Trzeba wiedzieć, co jest najważniejsze dla człowieka. Nie pieniądze i władza. Nie rzeczy materialne, lecz miłość, przyjaźń i zaufanie. Tylko z tym brnie się przez życie łatwiej. Trzeba też poświęcić się dla ludzi. Niekoniecznie umrzeć dla kogoś. Można poświęcić się w inny sposób. Człowiek bowiem nie żyje dla siebie, lecz dla innych. Te argumenty wystarczą by wygrać swój proces o swoje życie…
Nie powiedziałem jak można życie przegrać, ale wystarczy znaleźć przeciwstawie-nia powyższych argumentów, lub choćby nie wypełnić któregokolwiek…

Dodaj swoją odpowiedź