Przedstaw i uzasadnij swój sąd na temat ekranizacji lektur szkolnych konfrontując wybrane utwory literackie z ich filmową realizacją.

Ekranizacja lektur szkolnych – temat dotyka zagadnienia jakże modnego. Adaptacje filmowe są różnie odbierane. Rzeczą oczywistą jest że nie zastępują czytania ksiązki – skróty są w nich nieodzowne – ani nie prowokują do nowych interpretacji. Niekiedy reżyser ogranicza się jedynie do wiernego przemienienia powieści, noweli lub dramatu na ekran, co zazwyczaj kończy się klęską. Przykładem mogą być
„Syzyfowe prace” Pawła Komorowskiego oraz film „Krzyżacy” reżyserii Aleksandra Forda. Czasem jednak – kiedy reżyser chce dokonać własnej interpretacji dzieła – film może być nawet lepszy od literackiego pierwowzoru. Przykładem może być „Ziemia obiecana” i
„Popiół i diament” Andrzeja Wajdy oraz „Tajemniczy ogród”. Bywa też, że znakomita książka owocuje równie znakomitym filmem, tyle że niejednokrotnie zupełnie innym niż literacki odpowiednik. Tak też jest w przypadku niezwykle oryginalnej powieści Michaela Cunningnama pt. „Godziny” sfilmowana przez Stephena Daldrjego. Coraz częściej klasyczne teksty literackie są przez reżyserów „uwspółcześnione” poprzez przeniesienie akcji we współczesne realia – m.in. po to, aby przybliżyć je dzisiejszej młodzieży. Jako przykład można tu podać „Romeo i Julię” w reżyserii Baza Luhrmanna. Klasyczny dramat Szekspira został przeniesiony w czasy współczesne, opowiedziany jest współczesnym językiem, bardzo dynamicznym pełnym dzisiejszych gadżetów. Sposobem na „unowocześnienie” jest również nowoczesna forma. „Ogniem i mieczem” reżyserii Jerzego Hoffmana to film zrealizowany w iście hollywoodzkim stylu, za pomocą nowoczesnych środków np. widowiskowe sceny batalistyczne, których wadą jest niestety przesłanie bohaterów.
Film i literatura różnią się środkami artystycznego wyrazu, dlatego nie można w dosłowny sposób przenieść powieści na ekran.
W literaturze najważniejszą rolę odgrywa słowo, w filmie – obraz.
Niewątpliwie największej liczby ekranizacji doczekały się takie lektury jak „Pan Tadeusz” dama Mickiewicza, „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza. „Zemsta” Aleksandra Fredry. Warto wspomnieć o „Chłopach” S.W Reymonta. Wszystkie wyżej wymienione pozycje to arcydzieła literatury i uważane są za utwory na wskroś polskie. Według mnie decydują one o nowej przynależności do europejskiego kręgu kulturalnego i to nimi możemy się poszczycić.
chrześcijańskim, jak i propagańskim.
„Pan Tadeusz” A. Mickiewicza jako epopeja narodowa ukazane wszystkie polskie ideały. Adaptacja lektury jest okienkiem na świat, w którym Polacy – poprzez reżysera – ukazują się jako naród ceniący najwyżej takie wartości jak ojczyzna – dom, rodzina i walka w ich obronie. Reżyser przekazuje dalej piękne wyobrażenie o Polsce jako o kraju ,gdzie panują czyste obyczaje, gdzie szanuje się chleb, bocianie gniazdo i gdzie ludzie pozdrawiają się słowami „Bądź pochwalony”.
Naród polski pokazany jest w filmie jako noszący w sercu obraz ojczyzny której nie ma na mapie, ale jest w duszy i myślach. Bez niej życie jest pustką. Andrzej Wajda wyreżyserował współczesną wersję
„Pana Tadeusza” jako film pozwalający odnaleźć się Polakom we współczesnym świecie. To film o tradycji, pomagający utrwalić swą narodową tożsamość. Pomagają w tym wyraziste postacie -nasze, lokalne, swojskie. I Mickiewicz i Wajda są konserwatywni w tych kreacjach. Kreacje aktorów współczesnych budzą u widzów euforię – w końcu Wajda zaangażował do filmu najlepszych – pozwalają zrozumieć postacie literackie, dopełnić lub skorygować własną ich wizję. Często odnoszę wrażenie, że oglądając film, dostrzegamy w nich nas samych, współczesnych Polaków. „Pan Tadeusz” jest symbolem naszej polskości, kultury, walki o wolność. Trudno jest sprostać wymaganiom milionów Polaków, z których każdy widzi to w inny sposób. Mimo to Wajda uporał się z problemem tworząc nie tylko filmowy odpowiednik lektury, ale także obraz niezwykłego życia, jakie panuje w tym poemacie.
„Ognie i mieczem”. Ponad sto lat temu Henryk Sienkiewicz napisał „Trylogię”, której fabułę osnuł na wydarzeniach z XVII-wiecznej historii Polski. „Ogniem i mieczem” jest częścią pierwszą i nawiązuje do wojen polsko-ukraińskich, do wybuchu powstania chłopskiego na Ukrainie pod wodzą Chmielnickiego. Powstanie to zakończyło się klęską Rzeczypospolitej, której przedstawiciele zostali zmuszeni do podpisania niekorzystnych dla siebie traktatów pokojowych.
Jerzy Hoffmann wyreżyserował wszystkie części „Trylogii”, jednak uczynił to w odwrotnej kolejności – z „Ogniem i mieczem” na końcu ze względu na politykę władz PRL-u. We wrześniu 1999 roku w kinie można było obejrzeć ten głośny film, będący adaptacją znanej powieści Sienkiewicza. Jego premiere poprzedziła wszechstronna reklama, zapowiadające kulturalne wydarzenie pierwszej połowy tego roku w Polsce. Hoffmann zrealizował film komercyjny, myśląc o tym by odnieść sukces nie tylko w kraju, ale i na zachodzie czy w USA. Powstał film szybkiej akcji, krótkich cięć i błyskotliwych dialogów. Sceny batalistyczne, przedstawiające walki między polską husarią a ukraińskim kozactwem czy oddziałami tatarskimi, nie pokazują jednak szerokiej panoramy bitwy. Widz ma uczucie jakby były kręcone w studiu filmowym lub na obszarze wielkości boiska piłkarskiego i przy niewielkiej liczbie statystów. To na pewno duża wada ekranizacji tej powieści. Głównym wątkiem filmu jest historia miłosna dwóch głównych bohaterów: Polaka, Jana Skrzetuskiego (zagranego przez Michała Żebrowskiego) i Ukraińca, Bihuna ( w rolę wcielił się rosyjski aktor, Domagarow). Wybranką jest ta sama kobieta, Helena Kurcewiczówna. Perypetie uczuciowe tego „trójkąta” rozgrywają się na tle wydarzeń politycznych i obfitują w szereg nieprzewidzianych wypadków i nieoczekiwanych splotów okoliczności. Wszystko jednak dobrze się kończy – Helena zostaje przy Janie, a Jurko Bohun, upokorzony, musi odejść. Na szczególną uwagę zasługuję gra rosyjskiego aktora Domagarowa, ukraińskiego aktora Stupki (jako Chmielnickiego) oraz aktorki odtwarzającej rolę Horpyny, Rusłanki Pysanki. Czują swoje rolę znakomicie, ich gra jest przekonująca i wzruszająca. Chmielnixki w wydaniu Stupki jest jednak inny niż u Sienkiewicza, aktor nadał mu cechy szlachetności i pewnej rozwagi, a pozbawił nadmiaru okrucieństwa. Bohun Domagarowa jest przystojny, porywczy przebiegły, wrażliwy i dziki – człowiek o wielu twarzach. Upokorzony i odrzucony przez Helenę, budzi nasze współczucie i żal, że nie mogła go pokochać. Polscy aktorzy też zagrali świetnie. Wyróżniała bym szczególnie grę Andrzeja Seweryna w roli księcia Jeremy Wiśniowieckiego, Wiktora Zborowskiego – wymarzonego aktora do roli Podbipięty oraz Ewę Wiśniewską, która zagrała kniahinię Kuncewiczową. Dowcipny, zabawny i rubaszny był także Krzysztow Kowalewski w roli Onufrego Zagłoby, typowy szlachcic warchoł. Jednak bardziej przypadła mi do gustu Zagłoba z wcześniejszych części „Trylogii”, np. w wykonaniu Mieczysława Pawlikowskiego
„Krzyżacy”. Adaptacja filmowa powieści historycznej Henryka Sienkiewicza pt. „Krzyżacy” stała się od razu wielkim przedsięwzięciem. Był to pierwszy polski powojenny film panoramiczny nakręcony na kolorowej taśmie i ze stereofonicznym dźwiękiem. Powieść Sienkiewicza jest bardzo popularna nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach, niełatwo więc było zaspokoić wymagania widzów znających wymagania fabułę książki. Akcja powieści toczy w wielu miejscach, różnym czasie i różne postaci biorą udział w akcji. Widzowi trzeba było pokazać tę panoramiczność i przekonać go, że wydarzenia są wiarygodne i autentyczne. Taki cel przyświecał z pewnością i reżyserowi filmu – Aleksandrowi Fordowi, i autorowi scenariusza – Jerzemu Stefanowi Stawińskiemu, i wszystkim innym autorom. Odpowiedzialny za zdjęcia operatora, Mieczysław Jagoda, wypełnił swe zadanie z mistrzostwem i wyczuciem kamery. Reżyser stanął na wysokości zadania i postanowił niemal wszystkie sceny kręcić w autentycznych miejscach – z ich charakterystyczną scenerią i niepowtarzalnym klimatem. Sceny z Krzyżakami kręcono więc na zamku krzyżackim w Malborku, co podkreślało i wielkość Zakonu, i przepych, w jaki pławili się jego członkowie. Najlepszymi aktorami moim zdaniem byli ci, którzy zagrali: Juranda (Andrzej Szalawski) i Zygfryda (Henryk Borowski). Dwaj śmiertelni wrogowie byli siebie godni i w powieści, i na ekranie. Mrożące krew w żyłach sceny wypalania oczu ojcu Danusi, akt przebaczenia Zygfrydowi de Loewe czy widok drzewa, na którym ten ostatni się powiesił, nie mogąc udźwignąć ciężaru zumienia, na pewno każdemu widzowi zapadają głęboko w pamięć. Są świetnie wyreżyserowane, zagrane i zmontowane. To aktorzy grający tak sugestywnie, że chciało by się wraz z nimi uczestniczyć w wydarzeniach. Najsłabiej w moim odczuciu, wypadły kobiety. Zarówno Danusia, jak i Jagienka – po lekturze książkowej – zupełnie kojarzą się z kimś innym. Danusia: delikatna, młodziutka, niedoświadczona, naiwna – w filmie pokazana przez dorosłą już aktorkę. Jagienka także nie należy do najbardziej udanych ról Urszuli Mądrzyńskiej. Jagna, w powieści pełna wigoru, pomysłowości i aktywności życiowej dziewczyna, w filmie Forda jest nieprzekonująca i sztuczna. Największe wrażenie robi jednak na widzu monumentalna scena końcowa bitwy pod Grunwaldem. W pamięci pozostaje efekt końcowy, a więc barwna, krwawa, lecz zwycięska bitwa z Krzyżakami w 1410 roku. Przenieść na ekran filmowy język powieści, język literatury pięknej jest niezwykle trudno. Oddać wszystkie średniowieczne realia: obyczaje, ubiory, zachowanie, język – to zdanie nie tylko dla wybitnego pisarza, ale i wybitnego reżysera. Aleksandra Forda niewątpliwie możemy do grona takich właśnie reżyserów zaliczyć, a film pt. „Krzyżacy” – do wartych obejrzenia.
Film przez długie lata uznawany był jedynie za tanią rozrywkę i przeciwstawiany literaturze. Dopiero od niedawna traktowany jest jak odrębna dziedzina sztuki, z której mogą wyłonić się prawdziwe arcydzieła. Literatura wymaga aktywnego odbioru, ponieważ przedstawiona rzeczywistość rozgrywa się w naszej wyobraźni. Oglądanie filmu jest z natury bardziej bierne – otrzymujemy gotową wizję, którą możemy zaakceptować lub odrzucić. Dlatego najciekawsze są właśnie te filmy, które w swej wymowie okazują się niejednoznaczne, pozwalają na różne interpretacje. sądzę również że nie wystarczy obejrzeć filmu po to aby tylko zapoznać treść lektury bowiem film nigdy nie zastąpi wrażeń po przeczytaniu książki człowiek nie tylko poprzez czytanie rozwija swoją wyobraźnie, ale uczy się poprawnej pisowni, jak również może się dowiedzieć wiele ciekawych i interesujących rzeczy, które przeważnie są omijane przez reżyserów. Film wybieramy chyba, dlatego, że nie mamy czasu, aby dać się wciągnąć książce, a czasem nawet, żeby iść do księgarni czy biblioteki. Jednak pamiętajmy, że warto czytać książki, bo wiedza, którą z nich czerpiemy, może nam się kiedyś przydać. Należy oglądać filmowe adaptacje literatury, jednakże nigdy nie należy tego robić zamiast czytania.

Dodaj swoją odpowiedź