Był ciepły, słoneczny dzień. Tropikalne warunki w Ekwadorze dały się we znaki, gdy trochę się zciemniło. Sally Norman właśnie wróciła do domu z treningu tenisa. Była w bardzo złym humorze, zrazem skora do kłóni. Jej młodszy brat - Philip nakrywał właśnie do stołu gdy do kuchni wszedł ojczym Sally - Alan. No i zaczęła się kłótnia... - Sally! Czemu ty się wogóle nie uczysz?! Cały czas chodzisz na te treningi i wogóle nie spędzasz czasu nad lekcjami, a co najgorsze nie przebywasz z nami. - powiedział poddenerwowany Alan. - To nie moja wina, że mnie zapisałeś na ten głupi sport!- odpowiedziała rozwścieczona dziewczyna. - Teraz to głupi, a wcześniej mnie o to błagałaś! Marsz w tej chwili do pokoju. Bez kolacji i bez gadania! - Obejdzie się bez TWOJEGO jedzenia. Od kiedy mama umarła zachowujesz sie jak psychol! Pijesz, prawie nic nie jesz, nie piszesz już żadnych książek ani artykółów! Co się z Tobą dzieje..? - wybuchła wkońcu Sally. - Chcesz wiedzieć co się... - Przestań już, znam tą śpiewkę! Idę się przejść! - wybiegła z domu po czym zaczęła żałować swoich słów. Szła przez ciemny las z maczetą dla odgarniania chaszczy i trujących igieł drzew. W pewnym momencie się przewróciła i uderzyła głową o kamień. Obudziła się po dwudziestu minutach, kiedy było już całkiem ciemno. Widziała tylko zarys drzew i liści. Nagle z oddali zbliżyła się postać... - Kto tu jest?! - wykrzyczała przerażona.- Chwileczkę... ta znajoma sylwetka, włosy..tak! To Alan! Alan! Ratuj mnie. Uderzyłam się w głowę i krew mi leci. Postać podeszła kawałek, a Sally zauważyła tylko jej czerwonozłociste ślepia. To nie był jej ojczym, przynajmniej niedawno nim był. Slychać było tylko jego ciężki oddech. - Sally..Sally..Sally... WIDZĘ CIĘ! Dziewczyna zaczęła uciekać z krzykiem. Przewróciła sie. Zrospaczona zaczęła krzyczeć, wołając o pomoc. Na nic były jej zmagania z otchłanią lasu. - Sally...Nie uciekniesz mi!- Powiedziała dziwna postać i rzuciła sie w pogoń za Sally. - Sally.. Czas by cię zjeść! Dziewczyna zamarła niedowierzając własnym uszom. - Mój ojczym.. mój własny.. TATUŚ! Złapała maczetę i dźgnęła mężczyznę w brzuch jednocześnie pozbywając go tchu i resztek życia. Po trzech dniach spania w lesie, zagubiona umarła z wycieńczenia i pragnienia. Do dziś policja szukała najmniejszych oznak jej zwłok lub Alana. Philip, brat Sally nadal żyje, ma 56 lat i niedowierza w katastrofę swojej rodziny składającej się teraz z tylko jednego członka. Jego samego.
Napisze opowiadanie z dialogiem ze straszną histoorią
Odpowiedź
Dodaj swoją odpowiedź