Zanim Papkin dotarł do zamku Cześnika.

- Wujku Papkinie, wujku Papkinie !! – zawołały dzieci Klary i Wacława
- Co się stało ?? – odkrzyknął im Papkin
- Opowiedz nam co się stało, zanim przyjechałeś do zamku wujka Cześnika !! – zapytały
- Dobrze dzieci. – zgodził się Papkin
- Było to bardzo dawno temu ... no może nie tak dawno, bo stary nie jestem, ale nie było to wczoraj. Zakochany byłem wtedy w pewnej pięknej księżniczce. Jej ojciec powiedział mi, że gdy przyniosę mu głowę ówczesnego smoka, to księżniczka wyjdzie za mnie za mąż. Tak więc ja Lew Północy od razu poszedłem na spotkanie tego wielkiego, obrzydliwie zielonego stwora. I cóż ujrzałem ... małe, biedne stworzonko. W dodatku wcale nie było zielone, tylko czerwone. Wziąłem je pod pachę i poszedłem do króla. Ten ucieszony i szczęśliwy oddał mi swoją córkę – Anastazję. Była to kobieta piękna. Szczupła, wysoka, powabna. Miała długie do pasa czarne, jak smoła włosy, przenikliwe, zielone oczy i lekko bladą cerę. Wyglądała jak bogini.

W dniu naszego ślubu, zerwał się straszny wiatr. Zaczęła się straszliwa burza. Wiatr, aż nader silny, porwał moja piękną Anastazję. Ja dzielny i wspaniały Papkin, chciałem oczywiście ją ratować, ale akurat wiatr, dziwnym sposobem, zagnał mnie pod wielką ławę przy której jadał król. Rozkazał mi natychmiast wyruszyć w poszukiwanie królewny. Byłem w szoku, więc nie bardzo wiedziałem co się dzieje, ale natychmiast wyruszyłem na poszukiwania mej Anastazji. Wsiadłem na mego dzielnego rumaka, Phar Lapa, zabrałem szpadę Artemizę i szybko wyjechałem z zamku.
Jeździłem po łąkach, lasach, po górach, przepłynąłem morza i jeziora, rzeki i oceany, by odnaleźć moją ukochaną. Okazało się jednak, że królewna wcale nie została porwana przez wiatr. Porwał ją straszny smok. Zadziwiłem się temu, ponieważ zgładziłem smoka. Gdy dotarłem do Wąwozu Czarnych Strachów i pełen zapału, by wyzwolić mą księżniczkę z łap domniemanego potwor, ruszyłem przed siebie. I aż dech mi w mych dzielnych piersiach zaparło. Przede mną stał wielki, potężnie zbudowany smok. Miał wielkie, rażąco zielone, patrzące na mnie z nienawiścią oczy, długie jak kosy zęby, ogon chyba na dwie mile, na końcu uzbrojony w straszliwe rogi, biało-czarne skrzydła, śmierdzący oddech i ostre pazury, zupełnie jak u tygrysa. Jego wielki łeb, przypominał mi łeb lwa, z tą tylko różnicą, że był zielony i nie miał na sobie futra. Skrzydła były od niego dwa razy dłuższe i ledwo mieściły się w wąwozie. Oddech przypominał mi zgniły odór. Ogólnie rzecz biorąc, żałowałem, że tu byłem. Ale nagle doznałem olśnienia i przypomniałem sobie po co tu jestem.
„Anastazjo !!” – krzyknąłem. Cisza, tylko głuche warczenie smoka. W mig odzyskałem świadomość i rzuciłem się pod jedną ze skał. W tym momencie smok zionął akurat ogniem.
Na szczęście uratowałem się. Wtedy moim oczom ukazała się Anastazja. Jej długie włosy były obcięte, była strasznie zmizerniała i wychudzona, blada jak trup. Szybko do niej podbiegłem. Poczułem ulgę, ponieważ Anastazja żyła. Wziąłem ją na swoje plecy, dosiadłem rumaka i jak najszybciej starałem się opuścić tę straszną pieczarę. Niestety, za nami słyszałem tylko szybki tupot olbrzymich nóg potwora. Mój koń był jednak tak szybki, że umknęliśmy straszydle.

Dojechaliśmy do zamku, ale ten niestety był doszczętnie zniszczony, w jego gruzach odnalazłem jednak króla. Był ledwo żywy. Powiedział mi żebym jak najszybciej stąd uciekł. Król po chwili zmarł. Chętnie przystałbym na propozycję ucieczki, lecz jako rycerz z krwi i kości, musiałem wyprawić pogrzeb władcy. Wykopałem dół, zbiłem z desek skrzynię, i z pełną czcią złożyłem w niej króla. Dół zakopałem i postawiłem przy nim krzyż. Pożegnałem króla i zabrałem dla siebie kilka błyskotek, tak na pocieszenie i dla pamięci.
Pognałem z królewną jak najszybciej się dało, by nie dogonił nas smok. I udało się. Wyjechaliśmy z królestwa Anastazji zwanego Polem Czystości. Jechałem na zachód. Niestety Anastazje zmarła z wyczerpania. Wyprawiłem jej pogrzeb i pogrążony w smutku jechałem dalej. Moja jazda trwała bez przerwy przez 2 miesiące. Phar Lap był wykończony. Ja z resztą też. Dojechaliśmy do zamku niejakiego Cześnika, waszego wujka ...
- Zaraz dzieci !!?? Czy Wy mnie w ogóle słuchacie ?? – krzyknął oburzony Papkin.
- No nie ... co za młodzież ... jak można zasnąć przy tak ciekawej opowieści ... ??!!

Dodaj swoją odpowiedź