Zaprezentuj postawy bohaterów w sytuacjach ekstremalnych. Tadeusz Borowski. Warłam Szałamow. Zofia Nałkowska. Hanna Krall.

WSTĘP

Temat, jaki wybrałem do opracowania na maturze wewnętrznej brzmi następująco: Człowiek w sytuacjach ekstremalnych. Zaprezentuj różne postawy bohaterów literackich wobec zagrożenia. Na podstawie tematu opracowałem hipotezy, które rozwinę w dalszej części pracy, brzmią one następująco: Co to są sytuacje ekstremalne?; Jakie postawy wobec zagrożenia zajmował człowiek?

Do wybrania tego tematu skłoniło mnie wiele argumentów. Najważniejszy z nich to, powiązanie z moimi zainteresowaniami. Praca nad tematem opierała się głównie na poszukiwaniu w wybranych książkach odpowiednich fragmentów i analizowanie ich. Dłuższy okres czasu poświęciłem na poszukiwaniu odpowiednich książek do pracy.

Gdy człowiek wie, że czeka go śmierć, śmierć, od której nie może uciec poddaje się i nie robi nic, co by go od tej śmierci uchroniło. Niektórzy szukają sposobu na śmierć szybszą i mniej bolesną jak żydzi w getcie Warszawskim, których tysiącami wywożono do komór gazowych jednak nie każdy godził się z tym, że musi umrzeć wtedy, kiedy chce tego inny człowiek. Wtedy podejmuje walką. Walka ta jednak nie była po to by uniknąć śmierci. Walczyli po to by umrzeć w sposób wybrany przez siebie. Nie każdy jednak mógł walczyć. Niektórzy popełniali samobójstwa ciągnąć za sobą innych. A to wszystko z powodu strachu przed komorą gazową. Nieliczni tacy jak ojciec Maksymilian Kolbe nie umierają z powodu strachu, pochodzenia czy racji politycznych. Ojciec Kolbe umarł za innego człowieka. Poświęcił swoje życie, aby żyć mógł ktoś inny.

Śmierć była obecna również w obozach pracy i również nikogo nie dziwiła, no może jedynie nowo przybyłych, ale oni również się przyzwyczajali. Sytuacja wszech obecnej śmierci miała miejsce w opowiadaniach Tadeusza Borowskiego opisał on obozowy świat. W jednym ze swoich opowiadaniach opisuje dwóch Greków, którzy nie umieli maszerować i właśnie za to zostali zamordowani. W takich obozach zwalczano solidarność i szczuto człowieka na człowieka, gdy ktoś ginął cieszono się ze to nie oni. Sowieckie łagry funkcjonowały na tej samej zasadzie. Z tą różnicą ze tutaj zabijał mróz i niewolnicza praca. W łagrach pracowano po szesnaście godzin dziennie w mrozie dochodzącym do minus piędziesięciu stopni Celsjusza. Śmierć tutaj przychodziła powoli. Nie zaskakiwała nikogo. Sytuacja ekstremalna to nie tylko taka, w której zagrożone jest życie. W „Wieży” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego jest między innymi przedstawione rodzeństwo, które choruje na trąd. Pewnego dnia umiera siostra zostawiając trędowatego samego ze swoją chorobą. Trędowaty bardzo to przeżywa. Pewnego dnia znajduje u siebie małego pieska, który wypełnia w niewielkim stopniu pustkę po siostrze. Jednak okrutny los zabiera mu nawet to. Trędowaty nie wytrzymuje i chce popełnić samobójstwo. Samotność to również sytuacja ekstremalna.



Hanna Krall należała do pokolenia, którego dzieciństwo upłynęło wśród potworności wojny. Ukończywszy studia dziennikarskie pracowała przeszło dziesięć lat w Życiu Warsza-wy, a następnie w Polityce jako korespondent zagraniczny ZSRR. „Zdążyć przed Panem Bo-giem” powstało w roku 1976, a rok później ukazało się formie wydawniczej i zyskało wielki rozgłos. W latach 80. i 90. Pisarka już jako uznana mistrzyni literatury faktu, nadal drążyła w swoich książkach tematykę holokaustu.

Autorka „Zdążyć przed Panem Bogiem” jest właściwie tylko pół autorką, swego ro-dzaju reżyserem książki, który dokonuje segregacji i selekcji materiału dostarczonego przez kogoś innego. Tym kimś jest w tym wypadku doktor Marek Eldman, wybitny Łódzki kardio-chirurg. Podczas wojny zaś jeden z przywódców powstania w warszawskim getcie. „Zdążyć przed Panem Bogiem” jest artystycznym ujęciem jego opowieści zarówno z czasów wojny, jak i epoki powojennej. Hanna Krall skomponowała wspomnienia Eldmana według własnej brzemiennej w znaczenia koncepcji. Zestawiła mianowicie książkę z dwóch równoległych nurtów narracji: ze wspomnień o getcie oraz z refleksji o pracy leżaka w po wojennej Polsce. Znając getto z dzieciństwa, pisarka jest dla Eldmana znakomitą rozmówczynią i godnym partnerem.

Tragiczna sytuacja panująca w getcie warszawskim doprowadziła do czynów osta-tecznych. W obliczu nie uniknionej klęski ludność żydowska zaczęła popełniać samobójstwa, gdyż nie chcieli ginąć w komorach gazowych, umierać w poniżeniu. Eldman mówił:
„Jurek krzyknął: „Zginiemy razem”, Lutek Rotblat zastrzelił swoją matkę i siostrę, potem już wszyscy zaczęli strzelać, kiedy żeśmy się tam przedarli znaleźliśmy kilku żywych, osiemdziesięciu popełniło samobójstwo. „Tak właśnie powinno się stać” powiedziano nam potem.”1
Podobnych przykładów samobójczej śmierci jest w książce kilka. Na przykład młoda dziew-czyna chciała popełnić samobójstwo. Eldman opowiada o pewnej dziewczynie, pięknej dziewczynie i ma do powiedzenia o niej tylko tyle:
„Siedem razy strzelała do siebie, zanim trafiła. Taka ładna, duża dziewczyna z brzoskwiniową cerą, ale zmarnowała nam sześć nabo-i.”2
Ludziom chodziło jedynie o to by móc wybrać sposób umierania, chcieli umrzeć godnie, jak na człowieka przystało, a nie w obozie zagłady – w komorze gazowej lub przez rozstrzelanie. Ludzie chcieli mieć prawo wyboru ich najczęstszym wyborem była śmierć, godna, bezbolesna śmierć pomiędzy swymi, ze swoją rodziną.

Przerażające historie opowiadane takim tonem, jakby mówiły o najzwyklejszych zda-rzeniach. Tak jak historia dzieci ze szpitala. Lekarka odstąpiła swój cyjanek dzieciom, podjęła decyzje, że lepiej, jeśli umrą tutaj u siebie, żeby nie cierpiały podczas transportu do obozu zagłady.
„W tej szkole zawodowej mieścił się nasz szpital. Zlikwidowali go ósmego września ostatniego dnia akcji. Na górze było kilka sal z dziećmi, kiedy Niemcy weszli na parter, lekarka zdążyła podać dzieciom truciznę.”3

Niektórzy uważają, że to okrucieństwo zabijać dzieci, ale w tamtych warunkach było to ko-niecznością. Oddanie swojego cyjanku było czynem, który kwalifikował człowieka na boha-tera.Eldman komutuje:
„Przecież ona uratowała je od komory gazowej, to było nadzwy-czajne, ludzie uważali ją za bohaterkę.”4


Podobnie, jak owa lekarka, postępowało jeszcze parę pielęgniarek, „ratowały” swoich krew-nych od komory gazowej. Pielęgniarki podawały swojej rodzinie zastrzyki z trucizną. Ich śmierć była bardziej godna od śmierci w komorach gazowych. Pielęgniarki robiły selekcję, kto zasługiwał na godną śmierć, dokonywały wyboru, kto na to zasługiwał. Nosiły na swoich ramionach odpowiedzialność za czas i rodzaj śmierci jej rodziny. Doktor Eldman był obser-watorem, świadkiem tych zdarzeń:
„... Pielęgniarki wyszukiwały w tłumie swoich ojców matki i wstrzykiwały im truciznę. Tylko dla najbliższych tę truciznę chowa-ły...”5

Niemcy, aby udobruchać ludzi w getcie wydali czterdzieści tysięcy numerków, białe kartki z pieczątką, te kartki dawały ludziom dawały ludziom szansę na przeżycie, a raczej nadzieje na nią. Te kartki były bezimienne i każdy mógł ją dostać, można ją również było odstąpić. Taką decyzję podjęła Tenenbaumowa
„Miała córką, której dyrektorowa nie dała numerka. Tenenbaumowa dała córce swój numerek, powiedziała: „potrzymaj chwileczkę, ja zaraz wrócę...” Poszła na górę i połknęła fiolkę luminalu.”6
Kobieta zdecydowała, że życie jej córki było ważniejsze od jej życia. Lecz jej samobójstwo to rzecz zastanawiająca, bo przecież nie było powiedziane, że zginie. Pewnie kierował nią strach przed samą możliwością dostania się do komory gazowej, ja zresztą całe getto bało się wy-wózki. Tylko, że ona miała odwagę podjąć decyzję ostateczną, decyzje o swojej śmierci.

W getcie w szpitalu trwał poród i w tym czasie do budynku wkroczyli Niemcy, był to dzień likwidacji getta. Ludzie za wszelką cenę chronili się przed śmiercią w komorach gazo-wych i przed rozstrzelaniem. I tak po porodzie doktor podał dziecko pielęgniarce, nic nie mu-siał mówić, wiedziała co robić:
,„Kiedy dziecko się urodziło, lekarz podał je pielęgniarce. Ułożyła je w poduszce, przykryła drugą poduszką, dziecko pokwikało chwi-lę i ucichło.”7
Kobieta podjęła decyzję, na którą mało osób by się zdecydowało. Zabiła noworodka, który i tak zapewne by umarł nie w komorze tylko podczas transportu do obozu. Jednak to coś wiel-kiego, coś, czego nie da się zrozumieć nie znając realiów getta i praw nim rządzącym. Po-święcenie się lub kogoś było zdarzeniem powszechnym. Na każdego mógł paść los, że to właśnie on pomoże komuś. Owym bohaterem był Michał Klepfisz. Postanowił poświęcić się, aby powstańcza grupa przebiła się.
„Wdzierają się na strych. Michał Klepfisz zasłania sobą automat, grupa się przebija...”8
Ludzie nie tylko umierali żeby nie trafić do gazu, umierali tagże za innych, za tych, którzy mieli szanse przeżyć to powstanie. Jedyny znany przypadek samoobrony, jaki pamięta doktor Eldman to przypadek Seweryna Majdena. Przeciwstawił się żandarmom:
„... Seweryn Majde, gdy przybyli po niego żandarmi ciężką popiel-nicą cisnął celnie w głowę jednego z nich. Majdego oczywiście roz-strzelano. Jest to jedyny znany przypadek celowej samoobrony...”9
Pojedynczy przypadek przeciwstawienia się to był rzeczywiście niepotrzebny akt samoobro-ny, lecz gdyby to zrobiło całe getto to miałoby to jakiś sens, jakiś skutek. Otwarta walka całe-go getta mogłaby przynieść jakiś skutek. A tak występek jednego człowieka to nieznaczący przypadek, o którym jednak nie zapomniano.

Poświęcenie się nie musiało dobywać się tak ekstremalnych warunkach jak powstanie w getcie. Decyzje o oddaniu życia za drugiego człowieka przejawiło się również w Oświę-cimskim obozie śmierci na przełomie lipca i sierpnia 1941 roku. Wtedy to odbył się karny apel bloku czternastego związku z ucieczką trzech więźniów. Cały blok stał od rana do wie-czora w letnim upale. O godzinie siódmej wyszła grupa esesmanów, aby wybrać dziesięć osób do Bloku Śmierci. Cała wybiórka przebiegała bez słowa.
„Wszystko odbywało się bez słowa. Fritzsch wskazywał dłonią, esesman wypychał do przodu słaniającą się kukłę w piasku, Pa-litzsch zapisywał w notesie numer, inny esesman odprowadzał ska-zanego na lewe skrzydło kolumny.”10
Ciszę procedury przerwała przedostatnia osoba, sierżant Gajowniczek. Wybuchł on płaczem i żalem, że on ma dzieci i rodzinę, że musi do nich wrócić. Nikt nie zwracał na niego uwagi, gdyż taki sceny zdarzały się często. Rzecz zdumiewająca miała dopiero się zdarzyć.
„... nagle z szeregu wystąpił inny więzień. Według relacji obecnych, wystąpił „raźnym krokiem” i stanął na baczność przed grupą eses-manów, przyciskając przepisowo czapkę do szwu spodni."
Było to zjawiskiem doprawdy intrygującym i zuchwałym, za które groziło, co najmniej sko-panie do nieprzytomności lub strzałem w głowę. Jednak niezwykłość tego postępku sprawiła, że między Fritzschem i więźniem wywiązała się rozmowa. Tym więźniem, który całkowicie zakłócił porządek apelu posiadał numer 16670 był to Polski franciszkanin Rajmund Kolbe, imię zakonne Maksymilian Maria. Ojciec poprosił, lagerfhrera o to by mógł zastąpić płaczą-cego mężczyznę:
„... wskazał ręką płaczącego mężczyznę w grupie skazanych i spokojnym głosem, wymawiając staranie niemieckie słowa, poprosił o pozwolenie na zastąpienie tego człowieka w Bunkrze Głodowym.”12
To krótkie zdanie obrazuje bohaterską postawę ojca Kolbe. Występując z szeregu nie tylko podjął ogromne ryzyko, gdyż jednym skinieniem mógł zostać skazany na bicie, zabicie lub śmierć głodową z już wybranymi więźniami. Tylko „dobra” wola nadczłowieka sprawiła, że franciszkanin Maksymilian mógł poświęcić swoje życie za drugiego człowieka. Ojciec Raj-mund skazał się na długą śmierć głodową. Swoim męczeństwem wykupił życie tego człowie-ka, któremu było dane wyjść z obozu zagłady.

Powody, jakie kierowały ojcem Kolbe były oczywiste on ksiądz katolicki przysięgał służyć drugiemu człowiekowi. Postawa Karla Fritzsch była zdumiewająca. Dlaczego uległ prośbie więźnia Kolbego, księdza katolickiego? Obozy koncentracyjne nie tylko ekstermino-wały ludność. Ich zadaniem było również pozbawienie ludzi godności, współczucia. A po-stawa ojca Kolbego rujnowała całą złowieszczą rolę obozu, rolę zaszczucia człowieka na człowieka. Karl podejmując swą decyzję mógł nie zdawać sobie sprawy z tego, co czyni, gdyż jego decyzje były poza wszelkimi granicami moralnymi. Poza tym w jego mniemaniu wszyscy znajdujący się na apelu mieli zginąć. Była to kwestia dni, tygodni a niekiedy miesię-cy. Jednak zdarzyło się inaczej wieść o ojcu Kolbe wyszła poza mury obozu i rozpowszechni-ła się na inne obozy. Choć ojciec Kolbe umarł pamięć o nim pozostała.


Przypisy


1. Hanna Krall: Zdążyć przed Panem Bogiem. w: Gamma, Warszawa 1992, str. 10
2. Hanna Krall: Zdążyć przed Panem Bogiem. w: Gamma, Warszawa 1992, str.27
3. Hanna Krall: Zdążyć przed Panem Bogiem. w: Gamma, Warszawa 1992, str.14
4. Hanna Krall: Zdążyć przed Panem Bogiem. w: Gamma, Warszawa 1992, str.14
5. Hanna Krall: Zdążyć przed Panem Bogiem. w: Gamma, Warszawa 1992, str.14
6. Hanna Krall: Zdążyć przed Panem Bogiem. w: Gamma, Warszawa 1992, str.56
7. Hanna Krall: Zdążyć przed Panem Bogiem. w: Gamma, Warszawa 1992, str.57
8. Hanna Krall: Zdążyć przed Panem Bogiem. w: Gamma, Warszawa 1992, str.106
9. Hanna Krall: Zdążyć przed Panem Bogiem. w: Gamma, Warszawa 1992, str.112
10. Jan Józef Szczepański: Przed nieznanym trybunałem. w: Śiedmioróg, Wrocław 1996, str. 24
11. Jan Józef Szczepański: Przed nieznanym trybunałem. w: Siedmiogród, Wrocław 1996, str.24
12. Jan Józef Szczepański: Przed nieznanym trybunałem. w: Siedmiogród, Wrocław 1996, str.24




Warłam Szałamow poraz pierwszy został aresztowany w 1929 roku i poraz pierwszy skazany na pięć lat. Pisarz, po odsiedzeniu całego wyroku został w 1937 aresztowany i ponownie ska-zany na pięć lat. W 1942 roku uwięzienie przedłuża się „ do końca wojny”, a w 1943 roku spreparowana zostaje nowa „sprawa”: za stwierdzenie, że Bulin to klasyk rosyjskiej literatury, Szałamow zostaje skazany na dziesięć lat łagru.

Łagier to inny świat w którym rządziło prawo: ty umieraj dzisiaj, ja umrę jutro. Łagier to miejsce, w którym ludzie pozbawieni moralności- oprawcy- stwarzali warunki zmuszające tagrze ich ofiary do wyrzeczenia się jej.

W sowieckich łagrach życie ludzkie nie posiadało żadnej wartości. Codziennie ktoś umierał, czasami z wyczerpania, z powodu choroby, której główną przyczyną był głód lub z powodu bicia. Na Kołymie bicie było czynnością powszechną każdy bił lub był bity. Najczę-ściej, powodem do bicia była po prostu przeważająca siła kata:
„ Potem Łogun pchnął Winogradowa w pierś trzonkiem kilofa i ten upadł na wznak(...) Nie podniósł się. Łogun skoczył na niego no-gami, depcząc i wymachując trzonkiem.”1
Łogun był kierownikiem robót, mógł on najeść się do syta, spał w ciepłym domu. Zaś Wino-gradow był brygadzistą, nie wyróżniał się niczym spośród pozostałych robotników. Przyczy-ną pobicia była sprzeczka. Powód do bicia dobry jak każdy inny. Siła fizyczna była jedyną przeszkodą, która nie pozwalała bić, na drugim miejscu stało stanowisko. Objaśnia to bohater w kilku słowach:
„Siła bijącego mnie naczelnika to prawo i sąd, i trybunał sądowy, i straż obozowa, i wojsko. Nietrudno mu być silniejszym odemnie. Siła błatników leży w ich ilości, ich „kolektywie”, w tym, że mogą po paru słowach zarżnąć człowieka. (Jak widziałem to wiele razy). Ale ja też jeszcze jestem silny. Może mnie bić naczelnik, konwo-jent, błatnik. Sprzątający, dziesiętnik, fryzjer jeszcze mnie bić nie zdołają.”2
Jak widać siła to jedyna rzecz, która mogła uchronić przed znęcaniem się fizycznym, ale siła z robotników szybko uchodziła z dnia na dzień stawali się oni słabsi i słabsi. W końcu umierali potykając się o coś lub podnosząc kilof i upadając na twardą jak skała zamarzniętą ziemię:
„Umarł tak, jak umierało wielu - zamachnął się kilofem i upadł twa-rzą na kamień”3

Handel i gra w karty na pieniądze były głównym zajęciem po pracy. Jednym rozda-niem kart człowiek mógł stracić wszystko, choć i tak nie wiele posiadał jednak taki sposób straty swojego majątku był w miarę uczciwy. Sprawa miała się gorzej, gdy dochodziło do kradzieży. Jednak z kradzieżą liczył się każdy, wszyscy kradli, kradli to, co się dało zjeść lub wymienić na jedzenie, gdyż o to w obozie chodziło. Jednak przywłaszczanie cudzej własności przybrało zuchwałą formę. Przykładem takiej kradzieży był przypadek Garkunowa, posiadał on czerwony, wełniany sweter. Rzecz dużo wartą w obozie. Rolę napastnika przybrał Na-umow.
„ –Ty, wychodź- powiedział Naumow wskazując palcem na Garku-nowa. Garkunow zdjął tiełogriejkę. Twarz jego zbladła. Pod brudną koszulą miał wełniany sweter (...)
-Ano, zdejmuj – powiedział Naumow.(...)
- Nie zdejmę- powiedział chrapliwie Garkunow.- Tylko ze skórą...
Rzucono się na niego i zbito z nóg.
- On kąsa!- krzyknął ktoś.
Garkunow powoli dźwignął się z podłogi, wycierając rękawem krew z twarzy. I od tego razu Saszka, sprzątający Naumowa (...) Wyrwał coś zza cholewy walonka. Potem wyciągnął rękę w kierun-ku Garkunowa. Garkunow zaszlochał i zaczął padać na bok.”4
Kradzież była zdarzeniem powszechnym podobnie jak śmierć. Czy była ona naturalna,czy to było morderstwo nie robiło to żadnej różnicy. Sam bohater nie rozczula się nad śmiercią swe-go towarzysza pracy. Jedynie, o czym teraz myśli to to, że musi szukać nowego kolegi do piłowania drewna.
„Gra była skończona i mogłem iść do domu. Trzeba było teraz szu-kać nowego partnera do piłowania drewna.”5
Śmierć nie robiła na nikim wrażenia, ludzie byli zbyt zmęczeni i zajęci swoimi sprawami, aby myśleć o kimś, kto i tak niedługo by umarł.

Śmierć w obozie nikogo nie dziwiła każdy się z nią pogodził, mało, kto walczył o kur-czowe trzymanie się tego ziemskiego bytu. Dziwiło to tylko nowo przybyłych do obozu. Pew-nego dnia do obozu przybył nowy wychowawca jego zdaniem było zmuszanie ludzi do efek-tywnej pracy. Pomyślał sobie,że ludzie będą lepiej pracować, jeśli więcej zjedzą. Jednak się mylił. Dodatkowa porcja jedzenia rozbudziła umysł i zmusiła do myślenia. Jeden z towarzy-szy głównego bohatera zrozumiał, że to wszystko niema sensu i zdecydował się na śmierć. Wyszedł z okopu i wszedł w mgłę. Konwojent go zauważył i zabił. Nikogo to nie zdziwiło oprócz nowego wychowawcy.
„Potem rozległ się wystrzał,suchy szczęk karabinu – sekreciarz jeszcze nie znikł we mgle – drugi wystrzał (...) wychowawca nie śmiał wyrazić zdziwienia z powodu zabicia więźnia, a naczelnika już takie rzeczy nie dziwiły.”6

Takie rzeczy nie dziwiły, mówił bohater, wręcz przeciwnie śmierć była postrzegana jako coś, co nadejdzie i zakończy tą niedolę, jako coś błogosławionego.
„ I kiedy on nagle umarł (życie pełne jest błogosławionych przy-padków)...”7
Tadeusz Borowski został aresztowany w 1943 roku i zesłany do obozu oświęcimskie-go a następnie przeniesiony do Dautmergen i Dachu. Po powrocie rozpoczął aktywną działal-ność w Związku Literatów i stał się gorącym orędownikiem realizmu socjalistycznego. Wtedy to podjął pracę dziennikarską oraz wydał zbiory opowiadań „Pożegnanie z Marią” i „Ka-mienny świat”. W zbiorze opowiadań „Pożegnanie z Marią” narrator i jednocześnie główny bohater o imieniu Tadek przedstawił w listach do ukochanej to, co go spotkało w niedalekiej przeszłości. W jednym z opowiadań pt. „U nas w Auschwitzu...” Narrator prezentuje życie w obozie Oświęcimskim. Tadeusz dostał się do szpitala obozowego w roli sanitariusza bądź lekarza. Miał prawo przechadzać się w cywilnych ubraniach po obozie i bez eskorty, do tego miał dość jedzenia i •••••••••••••••uczęszczał na koncerty i zawody bokserskie, które odbywały się w obozie. Pewnego dnia idąc komendami do stanęli przed bramą. Pracowało tam dziesięć tysięcy mężczyzn. Wtedy nadjechały samochody.
„I Wtedy z FKL-u nadjechały samochody pełne nagich kobiet. Ko-biety wyciągały ramiona i krzyczały:
-Ratujcie nas! Jedziemy do gazu! Ratujcie nas!
I przejechały koło nas w głębokim milczeniu dziesięciu tysięcy mężczyzn. Ani jeden człowiek się nie poruszył, ani jedna ręka nie podniosła się.”8
Tadeusz Borowski ukazał oddziaływanie obozu na psychikę człowieka, upodlenie, za-nik moralności utratę człowieczeństwa. Traciły znaczenie wartości wyższe jak: miłość i kultu-ra, utwierdziły się brutalne prawa walki o byt. Ludzie pragnęli przetrwać obóz. Tymczasem było nieustanne zagrożenie śmiercią. Tadeusz Borowski ukazał degradację moralną człowieka w warunkach obozu koncentracyjnego, całkowity zanik godności. Więźniowie nie znali ta-kich uczuć jak: solidarność, współczucie i litość. Mężczyźni milczeli, kiedy kobiety wiezione do gazu prosiły o ratunek. Nikt nie potrafił przeciwstawić się złu, było to zniewolenie. Ludzie wciąż szli na śmierć. Gdyby ktoś ujął się za wiezionymi do gazu na pewno pojechałby z nimi, a tak miał chociaż cień szansy na przeżycie wojny lub chociaż na życie jeszcze kilku dni.
Człowiek przydatny do pracy mógł przetrwać, słabi przeznaczeni byli na śmierć. W obozie panowało prawo pięści i ogromny egoizm.
„-Co się tu dzieje na tym zwariowanym komandzie?
-Dlaczego ci ludzie chodzą tam z powrotem przywiązanymi kijami? To jest czas pracy!
- Oni nie umieją chodzić!
-Jak nie umieją to ich zabić! A wie pan, że znowu zginęła gęś!”9
Życie człowieka było nic nie warte. Gęś była ważniejsza od ludzkiego życia. Skazanie na śmierć było czymś zwyczajnym, sprawą, nad którą nie trzeba było się zastanawiać. Wyroki były wydawane od niechcenia. Katem zaś mógł być każdy, byle silniejszy, wyroki były wy-konywane natychmiastowo:
„-Andrzej, kończaj ich! Kapo kazał! Andrzej chwycił kij i uderzył na odlew grek zasłonił się ręką, zaskowyczał i upadł. Andrzej poło-żył mu kij na gardło, stanął na kiju i zakołysał się.”10

W kolejnym opowiadaniu „Proszę państwa do gazu” Tadeusz Borowski przedstawił rampę, miejsce, w którym segregowano ludzi przywiezionych wagonami z getta. Jednych dawano do gazu na szybką śmierć, a innych do obozu na powolną śmierć, bo najpierw pójdą do pracy, a dopiero później do gazu. Tragizm powiększył obraz niemowląt, które umarły pod-czas podróży.
„wskakuje do środka. Porozrzucane po kątach wśród kału ludzkiego i pogubionych zegarków leżą poduszone podeptane niemowlęta...”11
Autor umieszcza szczątki niemowląt razem przedmiotami. Według jego mniemania są do siebie podobne. Leżą one pozostawione na podłodze w nieczystościach, podeptane, pozosta-wione jak zbyteczna rzecz, a nie jak ciała ludzkie. Taki widok nie był dla nich czymś zdu-miewającym. Esesman bardziej przejęty był zapalniczką niż malutkimi ciałami.
„Nie nieś ich na to auto. Oddaj kobietom – mówi zapalając papiero-sa esesman. Zapalniczka mu się zacięła, jest nią bardzo zaaferowa-ny.”12
Wszyscy tam byli przyzwyczajeni do śmierci. Bo nie dało się z nią walczyć, ciągle ktoś umie-rał, kogoś zabijano.

Przypisy

1. Warłam Szałamow; Opowiadania Kołymskie Pierwsza śmierć. w: Atest, Gdańsk 1991, str. 113
2. Warłam Szałamow; Opowiadania Kołymskie Pierwsza śmierć. w: Atest, Gdańsk 1991, str.113
3. Warłam Szałamow; Opowiadania Kołymskie Pierwsza śmierć. w: Atest, Gdańsk 1991, str.99
4. Warłam Szałamow; Opowiadania Kołymskie Pierwsza śmierć. w: Atest, Gdańsk 1991, str.9
5. Warłam Szałamow; Opowiadania Kołymskie Pierwsza śmierć. w: Atest, Gdańsk 1991, str.9
6. Warłam Szałamow; Opowiadania Kołymskie Pierwsza śmierć. w: Atest, Gdańsk 1991, str. 89
7. Warłam Szałamow; Opowiadania Kołymskie Pierwsza śmierć. w: Atest, Gdańsk 1991, str.215
8. Tadeusz Borowski: Pożegnanie z Marią. w: Książka i wiedza, Warszawa 1993, str. 52
9. Tadeusz Borowski: Pożegnanie z Marią. w: Książka i wiedza, Warszawa 1993, str.97
10. Tadeusz Borowski: Pożegnanie z Marią. w: Książka i wiedza, Warszawa 1993, str.97
11. Tadeusz Borowski: Pożegnanie z Marią. w: Książka i wiedza, Warszawa 1993, str.112
12. Tadeusz Borowski: Pożegnanie z Marią. w: Książka i wiedza, Warszawa 1993, str.112

Rozdział 3

Powodów cierpienia wiele. Jakkolwiek będziemy patrzyli na cierpienie ludzi, jakkol-wiek będziemy dostrzegali jego aspekty, czy uznamy, że jest ono dla człowieka próbą, czy karą, czy dobrowolnym poświęceniem z całą pewnością cierpienie wymaga określonej posta-wy od obserwatorów, piszących i oceniających. Próbą pokazania cierpienia jest opowiadanie „Wieża” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, obnaża paradoksy ludzkiej psychiki postawionej wobec cierpienia. W tej książce jest to postawa bohatera wobec własnego cierpienia i cierpie-nia kogoś bliskiego. Mieszkańcem tytułowej wieży tak zwanej Wieży Strachu, wrośniętej od stuleci w okolice Piemontu, w XIII wieku był Lebbreso. Chorował na trąd, chorobę, która poraża i zniekształca twarz, lecz nie zabija szybko, a skazuje na samotność. Wraz z nim cier-piała te męki jego siostra. Pomagała mu siła swej wiary. Gdy zmarła popadł w otępienie. Pewnego dnia w wieży zjawił się mały piesek- Mircolo. Trędowaty zaprzyjaźnił się z nim, piesek był jego pociechą. Ludzie z wioski bali się jednak, że Mircolo może roznieść chorobę i kamieniowali go. Po śmierci psa Lebreso chciał popełnić samobójstwo, podpalić wieże.

„Rzucił się nieprzytomny na łóżko i w jego sercu otworzyły się na powrót wszystkie dawne i świeże rany.• W takim stanie ducha zwlókł się o zachodzie słońca do swojego zakątka. Znajomy krajo-braz uspokoił go z wolna, gdy nagle na ścieżce w pobliżu muru do-strzegł parę zakochanych. Szli zatopieni w swym szczęściu, przy-stawali, co parę kroków i obejmowali się ze spokojną ufnością, nie podejrzewając nawet, że z ukrycia śledzi ich i pożera prawie czyjś zazdrosny wzrok. Tak, zazdrosny: nigdy w życiu przed samotnym mieszkańcem wieży nie odsłonił się tak żywo obraz ludzkiego szczęścia, i po raz pierwszy zakradła się do jego serca zazdrość. Wrócił szybko do celi. Boże, jakoż mu się wydawała pusta, posępna i straszna! –A więc to tu – krzyknął na głos – przeznaczone mi jest żyć zawsze; tu wlokąc za sobą moje nędzne istnienie, muszę docze-kać odległego końca moich dni (...) Pragnienie samo zniszczenia opętało wszystkie jego myśli.• Postanowił podpalić wieżę i płomie-niom powierzyć spopielenie najmniejszych odruchów po sobie. Wyszedł podniecony za bramę. Błąkał się jakiś czas u stóp muru. Z jego piersi wyrwały się mimowolnie okrzyki i napełniały go wśród nocnej ciszy przestrachem. Odchodząc od zmysłów, cofnął się ku bramie i zawołał: biada ci, Trędowaty, biada ci – I jak gdyby wszystko sprzysięgło się na raz jego zgubę, usłyszał na raz od stro-ny zamku Bramafez echo powtarzające wyraźnie „Biada ci!” Za-trzymał się w otworze furtki i spojrzał za siebie: słabe echo gór pod-jęło przeciągle: „Biada ci!”1
Lebreso miał dość życia w samotności, postanowił odebrać sobie życie. Opuściła go siostra, zabito mu jedynego przyjaciela Mircolo, nie miał, dla kogo żyć. Jego smutne myśli wzmogła para zakochanych ludzi. Trędowaty nie mógł tego wytrzymać.
„Wziął lampę, nazbierał trochę chrustu i suchych gałęzi na podpałkę i poszedł do najniższego pokoju wieży, gdzie za życia mieszkała jego siostra. Nie zachodził tu od jej śmierci nigdy: wszystko wyglą-dało jeszcze tak, jakby umarła dopiero wczoraj. Postawił lampę na stole i zobaczył obok Biblię założoną wstążeczką z krzyżykiem, który nosiła zawsze na szyi. Zdrętwiał na ten widok, porażony jak piorunem myślą o otchłani, do której się zbliżał. Gdy otworzył machinalnie Biblię wypadł z niej zapieczętowany list. „Zostawię cię wkrótce samego – pisała, – ale cię nie opuszczę. Będę czuwała nad tobą z nieba. Będę błagała Boga, by ci dał odwagę znoszenia z re-zygnacją życia aż do chwili, gdy spodoba mu się połączyć nas na nowo w lepszym świecie (...) Pamiętaj, kiedy to zobaczysz, że mo-im ostatnim pragnieniem było, byś żył i umarł jak dobry chrześcija-nin.”2
Przed popełnieniem samobójstwa powstrzymała Lebbreso wiara, wiara w Boga. Tą drogę wskazała mu zmarła siostra w liście. Nakazała mu żyć jak dobry chrześcijanin. List siostry przemienił go wewnętrznie, już nie chciał się zabić. Zrozumiał, że postąpiłby źle.

Drugim bohaterem „Wieży” był sycylijski nauczyciel. Stracił całą rodzinę podczas trzęsienia ziemi w Messynie w 1908 roku. Po śmierci bliskich próbował popełnić samobój-stwo. Osiadł w dolinie Elbo i odizolował się od świata. Pewnego dnia odwiedził go miejsco-wy proboszcz i zapytał:
„(...) jak tak może żyć, odparł ze wzruszeniem ramion:- bo nie mo-gę umrzeć”3
Nauczyciel czekał na śmierć, gdyż życie wydawało mu się nic nie warte. W 1944 dywizja SS poszukiwała we wsi mężczyzn, by wysłać ich na roboty do Niemiec. Wszyscy ukryli się w górach a w okolicy zostały same kobiety i proboszcz. Niemiecki sierżant zagroził, że jeśli w wiosce nie znajdzie się, choć jeden mężczyzna, kapłan zostanie zabity. Ktoś doniósł Niem-com o obecności nauczyciela. Stary człowiek został niezwłocznie doprowadzony na rynek. Widząc jego strach, ksiądz oświadczył Niemcom, iż nauczyciel nie pochodzi z wioski jest mieszkańcem Turynu.
„Non ne è responsabile. Non è di qui, non è di qui,non è di questo pase(...) è di torino.”4
Nauczyciel pragnął śmierci, ale przyszedł moment by mógł się poświęcić, postąpić szlachet-nie i z heroizmem – wycofał się. Choć cały czas pragnął śmierci w chwili, gdy było to możli-we tchórzy, nie chce umierać.

Losy obu bohaterów komentuje symboliczna opowieść o Pielgrzymie Świętokrzyskim – życie człowieka to ciągłe pielgrzymowanie. Pielgrzym jest zwrócony ku miejscu sakralne-mu zbliża się do niego, co rok o ziarnko maku legenda głosiła że gdy rzeźba dotrze na szczyt Świętego Krzyża, nastąpi koniec świata. Ta legenda ludowa niesie ze sobą straszną wizje przyszłości. Gdyż pielgrzym po długiej i męczącej pielgrzymce otrzyma jedynie śmierć i ra-zem z nim umrze cały świat.


Przypisy


1. Gustaw Herling-Grudziński: Wieża. str. 18
2. Gustaw Herling-Grudziński: Wieża. str. 18-19
3. Gustaw Herling-Grudziński: Wieża. str. 35
4. Gustaw Herling-Grudziński: Wieża. str. 37


Zakończenie

O sytuacji ekstremalnej można mówić wtedy, kiedy człowiek znajduje się w warun-kach szczególnych na przykład zagrożenia życia. Wiek dwudziesty takich warunków stworzył bardzo wiele. Działanie obozów koncentracyjnych było bardzo specyficzne, kilkunastu nie-mieckich żołnierzy pilnowało tysiące więźniów. Więźniów tych obozach więźniowie pilno-wali się sami. Wyznaczeni do tego ludzie dostawali trochę więcej jedzenia i to motywowało ich do rzetelnej pracy. Zniewolenie w obozach było niesłychanie rozwinięte. Ludzie nie my-śleli o ucieczce. Pracowali i czekali na śmierć. Pomimo przeważającej liczby nikt nie myślał o ucieczce, o zbrojnym przeciwstawieniu się oprawcom. Można mówić, że ludzie się poddali, ale to nieprawda oni po prostu nie mieli siły walczyć. Jedyne, czego chcieli to się najeść i odpocząć. Podobny rodzaj poddania się był w getcie warszawskim. Tutaj też wyznaczeni Ży-dzi doprowadzali rodaków do wagonów, którymi byli wożeni do krematorium. Ludzie w get-cie stracili wszelką nadzieje na przeżycie, czekali na śmierć. Nie wszyscy jednak czekali po-kornie na swoją kolej w ostatnich dniach istnienia getta. Niektórzy brali swój i rodziny los w swoje ręce, popełniali zbiorowe samobójstwa. Takie pesymistyczne obrazki były częstym widokiem w getcie. Ci któż nie chcieli popełnić samobójstwa i pójść do gazu rozpoczęli po-wstanie, w którym nie chodziło o wyzwolenie getta tylko o godną śmierć.

Sowieckie obozy pracy położone były w głębokiej Syberii. Warunki klimatyczne, któ-re tam panowały były bardzo surowe, mróz dochodził do minus piędziesięciu stopni Celsju-sza. W takim mrozie więźniowie musieli pracować po dwanaście godzin dziennie, a porcje żywnościowe były bardzo małe. W takich warunkach ludzie bardzo szybko podupadali na zdrowiu i umierali z powodu wypadków spowodowanych wycieńczeniem organizmu. Ucieczka z obozu nie miała najmniejszego sensu gdyż najbliższe osiedla ludzkie oddalone były o tysiące kilometrów.

Człowiek zniewolony, który utracił wszelką nadzieje traci chęć do walki, poddaje się i czeka na swój koniec. Moim zdaniem tak nie powinno być. Więźniowie getta, lagrów powin-ni manifestować swoją niechęć do okupanta i walczyć wszelkimi dostępnymi metodami.


Bibliografia

1. Gustaw Herling-Grudziński: Wieża
2. Hanna Krall: Zdążyć przed Panem Bogiem. w: Gamma, Warszawa 1992
3. Jan Józef Szczepański: Przed nieznanym trybunałem. w: Siedmiogród, Wrocław 1996
4. Tadeusz Borowski: Pożegnanie z Marią. w: Książka i Wiedza, Warszawa 1992
5. Warłam Szałamow: Opowiadania Kołymskie Pierwsza śmierć. w: Atest, Gdańsk 1991

Dodaj swoją odpowiedź