Reportaz z Tesco - śmieszny

Dnia 13.11.2007r. w hipermarkecie "Tesco" w Częstochowie przy ulicy Drogowców 43 miało miejsce bulwesujące wydarzenia. W owym miejscu doszło do pobicia klienta powyższego sklepu przez ochroniarza, który tam pracował. Pan Marian, bo tak nazywał się poszkodowany, po odejściu od kasy usłyszał charakterystyczne "piszczenie" bramek. Zobaczył ochroniarzy zmierzających w jego stronę, więc zatrzymał się, a ci, bez słowa tłumaczenia, niemalże siłą wyprowadzili go na zaplecze. Pan Marian bezskutecznie próbował wytłumaczyć zaistniałą sytuację, ale niestety był niemową. Chciał dać ochroniarzom do zrozumienia, iż nie ma nic przeciwko, aby przeszukali wszystkie jego rzeczy, ale ci nie chcieli ani widzieć ani słyszeć jego wyjaśnień. Największy i najgroźniej wyglądający z nich zakuł go w dyby i domagał się natychmiastowych wyjaśnień. Mężczyzna szamotał się niczym mucha chcąca się wydostać ze szklanki pełnej kompotu, lecz niestety bezskutecznie. Nie umiejąc wydać z siebie dźwięku, pogodził się z najgorszym. Zamknął oczy i czekał na pierwszy cios, który został zadany w lewe ucho, a następnie poczuł, jak na jego mały palec u nogi spada ok. 120 kg - to ochroniarz stał na jego nodze i nie chciał z niej ustąpić. Kolejna seria równie silnych i bolesnych chłostów w ucho nie będzie tu opisywana ze względu na fakt, iż nasz reportaż będzie umieszczony w gazetce dla dzieci pt.: "Świerszczyk".
Te dramatyczne wydarzenia z dnia 13. listopada pamięta wielu klientów tego sklepu, którzy tegoż dnia robili zakupy, tak, jak pan Marian. Wśród nich była również pani Zocha, która zechciała nam opowiedzieć swoje traumatyczne przeżycia:
- Dzień dobry pani Zosiu, czy może nam pani opowiedzieć, co wydarzyło się 13. listopada w sklepie sieci Tesco w Częstochowie ?
- Ja, panie co tam sie dzioło, to jeno Ponbocek jedyn powiedzieć umie. Jak tyn ochoroniorz go chycił za kark, to jo myślałach, ze mu go na poł złomie.
- Co się później działo?
- A tego to jo niy wim, ino żech widziała, jak łon go kajś do jakijś kanciapy zawlok, a co tam robieli to niy wim, ale ino jakieś czaski było słychać i jynki.
- Dziękujemy za rozmowę.
- Z Bogiym!
Na tle tych drastycznych wydarzeń toczy się śledźtwo, które domaga się rozpatrzenia jeszcze do końca tego roku.